witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie

podstawy
regulamin
pomoc techniczna
grupy
przewodnik po GB
nieobecności
administracja
zajęte wizerunki
wymiana bannerami

wzory
karta postaci
kalendarz
relacje

SMS
Instagram

fabularne
kto popisze?
mapa
książka adresowa




The Cavern Pub

#21 (09-18-2018, 21:04 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

Może i miał łatwiejszy start chociażby ze względu na to, że pochodził mimo wszystko z bogatej rodziny ale to nie do końca tak, że w jego życiu zawsze było kolorowo. Że jego kariera to tylko ciągłe wzloty bez potknięć, bez upadków. Nie ma co generalizować. Jego życie nigdy nie było usłane różami i nawet jeśli w pracy wszystko układało się po jego myśli - bardzo często nawalało coś innego. Koniec końców - sprawdza się w tym przypadku inne, stare porzekadło - pieniądze niestety szczęścia nie dają, nawet jeśli potrafią dość mocno ułatwić czy umilić życie. Pewnych rzeczy zwyczajnie kupić się nie da.
Określenie jakim się posłużyła było tu akurat jak najbardziej trafne. Nie uważał by było za ostre czy w ogóle jakkolwiek ostre, ale za to ton jej głosu śmiało nazwałby zgorzkniałym. Musiała się z tą sytuacją dość mocno identyfikować, a przynajmniej takie odniósł wrażenie. Nie przerywał jej , nie teraz kiedy zdawała się choć odrobinę na niego otworzyć. A jeśli nawet nie na niego - to z całą pewnością na dyskusję. Zaangażowała się w nią w końcu, choć ostrożnie dobierała słowa powołując się raczej na sytuacje czysto hipotetyczne. Jakby nie do końca chciała się z tymi osobami utożsamiać, albo nie chciała by pomyślał, że być może ma podobny problem.
- Co właściwie oznacza "stoją tak daleko od swoich celów, że nie mają szans ich osiągnąć"? - zadał kluczowe pytanie w pierwszej kolejności odnosząc się do drugiej części jej wypowiedzi. - Jak na mój gust brzmi to jak zwykła wymówka. Wymówka osoby której się już walczyć po prostu nie chce . - w żadnym wypadku nie chodziło mu o to aby jej ubliżyć, po prostu rzadko owijał w bawełnę przez co w swej ocenie bywał jednak dość szorstki. - ...bo być może zniechęciła się porażkami lub zwyczajnie przerósł ją jakiś nieoczekiwany, niefortunny rozwój wypadków. Rozwój kariery wymaga przede wszystkim właściwej organizacji, jeśli z tym sobie poradzisz - poradzisz sobie za wszystkim. Być może brzmi to trywialnie z ust gościa, który - jak pewnie sądzisz - ma wszystko, ale zapamiętaj sobie, że ludzie bardzo często sami skazują się na ten szary, ponury i nudny żywot jaki później całe życie wiodą. Właśnie brakiem ambicji lub chęci do ich spełnienia. - tak się rozgadał, że aż zaschło mu w gardle. Uczynił więc krótką przerwę na oddech i odchrząknął krótko żałując przez chwilę, że ma pusto w szklance. - I tu zbliżamy się powoli do puenty - życie masz tylko jedno, jeśli nie weźmiesz się za nie teraz - później może ci czasu zabraknąć. Dla osób starszych rady nie mam, oni już wybrali. Bo właśnie na tym polega życie - na podejmowaniu wyborów. Nie zawsze dla nas łatwych czy wygodnych. Szczęśliwie nie każdy w życiu skupia się na karierze, ludzie miewają inne priorytety. Jeśli rozwój osobisty stoi w hierarchii niżej - szczęście może dać im dom, rodzina czy nawet zwykłe hobby. Ci, którzy czują się spełnieni w tym co dla nich najważniejsze - mniejszą uwagę przykuwają do codziennych porażek na każdej innej płaszczyźnie ich życia. - tu więc rozumiał co miała na myśli mówiąc o próbach dostrzeżenia pozytywów. Zawsze jakieś były ale nie zawsze i nie dla każdego dość zadowalające. I tu wracamy do punktu wyjścia - wszystko określały nasze osobiste preferencje.
Śladowy półuśmiech wygiął jego wargi gdy postanowiła mimo wszystko jeszcze chwilę dotrzymać mu towarzystwa. Wystarczyło mu w zupełności takie oświadczenie.

@Courtney Marsh
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz
#22 (09-23-2018, 16:33 )
25 lat
kelnerka w The Cavern Pub
172 cm
raczej nie szuka

Można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że życie nikogo nie rozpieszcza, czy to bogacz, czy biedak, piękny czy brzydki, mądry czy głupi, wykształcony czy nie, ale w przeciwieństwie do osób pochodzących z bogatych domów Courtney doceniała siłę pieniądza i wiele razy w swoim życiu przekonała się, jak to jest ich nie mieć. Niewątpliwie Elliot miał wiele innych problemów na polu osobistym, ale kto ich nie miał? Mógł mimo tego czuć się komfortowo i bezpiecznie przynajmniej pod względem finansowym, ona natomiast mieszkała z dzieckiem kątem u brata, ob nie było jej na razie stać na wynajem nawet głupiej kawalerki, harowała na dwóch etatach, z których więcej zarabiała z napiwków niż regularnej pensji, jeśli w ogóle ktoś jej rzucił jakiś napiwek, czuła się przy okazji tak, jakby ta praca jej w pewnym sensie uwłaczała... możliwe, że przeceniała moc pieniądza. Często zastanawiała się, jak by się jej życie potoczyło, gdyby nie urodziła się w rodzinie, która żyła przede wszystkim z zasiłków. Albo gdyby wygrała główną nagrodę na loterii. Wtedy by mogła pójść na wymarzone studia, nie musiałaby siedzieć na głowie bratu, którego życzliwości nadużywała w coraz większym stopniu. O, i opiekunka dla dziecka by się znalazła na czas, kiedy Courtney by się uczyła lub pracowała! Pieniądze nie dają szczęścia, jeśli mowa o przyjemnościach, ale w przypadku ich braku na podstawowe potrzeby życiowe, nie wygody, zaczyna się rozumieć, jak silną moc stwórczą lub niszczącą mogą mieć. Court się o tym przekonała i nie łudziła się, że coś w jej sytuacji życiowej jeszcze się zmieni.
Z pogaduszki o niczym robiła się coraz ciekawsza rozmowa i dziewczyna zaczynała przeklinać los, że spotkała tego człowieka właśnie w godzinach pracy, bo nie mogła mu dotrzymać towarzystwa tak długo, żeby dać się tej dyskusji dalej rozwinąć, a jej brakowało towarzystwa kogoś z kim da się porozmawiać ciekawiej niż o pogodzie, sporcie, rodzinie królewskiej albo "złodziejskich politykach". Lubiła dyskutować, ścierać z kimś swoje opinie, poglądy. Szkoda, że na co dzień nie miała z kim. Do pubu mało kto przychodzi w poszukiwaniu dysput o światopoglądowym zabarwieniu, ludzie raczej wpadają tu, żeby zresetować umysł po pracy.
- Brzmi to trywialnie i obawiam się, że zabrzmi tak z ust każdego człowieka - stwierdziła i posłała mężczyźnie kolejny delikatny uśmiech. - To brzmi jak rozwinięcie złotej, ale pustej myśli "chcieć to móc". Jest powierzchowna i dostrzega tylko czerń i biel, bez całej palety szarości między nimi, ale na pewno dla wielu brzmi pokrzepiająco i może kogoś zagrzała do walki o swoje marzenia.
Pewnie, że miał dużo racji. Życie składa się z wyborów, a człowiek jest postawiony na rozstaju dróg i musi wybrać tą dobrą, tylko że czasami wybiera na oślep i nie może zawrócić, a jeśli może, to pociągając za sobą zbyt poważne konsekwencje. Courtney wiedziała o tym najlepiej, bo raz w życiu popełniła błąd, który zaowocował przyjściem na świat jej córki. Nie żałowała, kochała ją, ale jeśli chciała być obiektywna w stu procentach, to właśnie mała Tilly sparaliżowała ją pod względem spełniania swoich ambicji. Świat zaczął kręcić się wokół opieki nad maluchem, spełnianiem jego potrzeb, organizowaniem opieki na czas pracy i utrzymaniem, które okazało się cholernie drogie. W tym wszystkim zabrakło dziewczynie czasu dla siebie. Nie mogła wynająć opiekunki, bo jej nie stać. Zostawić rodzinie też nie mogła, bo zwyczajnie jej nie miała, pomijając brata, który też miał swoją pracę i obowiązki. W tej chwili Courtney nie widziała dla siebie żadnego wyjścia, bo jej marzenia opierały się na studiach, a na te w ogóle nie miała czasu. Nie teraz. Nie chciała też wchodzic tak głęboko w swoje własne doświadczenia i problemy podczas tej rozmowy. Nie miała problemów przed otworzeniem się przed kimś, nawet obcym, ale to nie były tematy na rozmowy w pracy. Za mało czasu, za dużo zajęć.
- Nasuwa się myśl, że kluczem do szczęścia jest ustalenie takiej hierarchii życiowej, by na jej szczycie znajdowało się to, co możemy dostać od losu, a nieuchwytne marzenia przeniosły się niżej. Nie mam tu na myśli zupełnego zepchnięcia ambicji na jej dno czy ich wyeliminowania, ale nawet mimo wewnętrznego uczucia życiowego niedosytu trzeba szukać pozytywów. Nie można żyć samą frustracją. Nawet jeśli złość napędza ambicję i może być motorem napędowym, złe emocje z czasem niszczą i to wielki błąd dać im za dużo przestrzeni w swojej głowie - stwierdziła. Czyli jednak - trzeba cieszyć się tym, co się ma, tylko ubrane w trochę inne słowa. Permanentne życiowe niezadowolenie może sprawić więcej problemów niż pożytku.

@Elliot Bjorkman
Odpowiedz
#23 (09-23-2018, 19:36 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

Oczywiście, że życie nikogo nie rozpieszcza, a jednak ludziom o niższym statusie majątkowym przeważnie lepiej układało się życie prywatne czy towarzyskie. Relacje ludzi bogatych z reguły były dużo płytsze. Ile to się słyszy o ciągłych rozwodach w świecie showbiznesu? Oczywiście nie ma co generalizować, ten schemat nie zawsze sprawdza się u wszystkich. Swoją drogą - według niego wcale nie miał najgorzej. Naprawdę nie mógł narzekać (i raczej otwarcie by tego nie uczynił). Bywały takie dni kiedy echo przeszłości dawało mu się mocniej we znaki, ale na co dzień raczej o tym nie myślał. Raczej był zadowolony z prowadzonego trybu życia. Bo rzeczywiście miał wszystko. Miał pracę, inwestycje, miał pieniądze, miał mieszkanie... Gdyby tylko chciał miałby i własny dom, ale że nie był pewien czy osiądzie tu na stałe - wstrzymywał się póki co z tą decyzją. Miał nie byle jakie auto i to nie jedno, ubierał się w co chciał, jadł co chciał, podróżował dokąd chciał i kiedy tylko chciał. Robił co chciał bo było go na to stać. Towarzystwo też miał, jeśli chciał, jego życie seksualne miało się dobrze. Inna sprawa, że nierzadko i za nie płacił. Jeśli nie pieniądzem to samym faktem, że go miał. Jego życie w zasadzie kręciło się wokół papierowych banknotów, strach pomyśleć co by to było gdyby nagle mu ich zabrakło. Albo gdyby sam pieniądz stracił swoją wartość.
- A widzisz, ja wcale nie uważam by była to pusta myśl. Ani, że dostrzega wyłącznie czerń i biel. Chcieć to móc, ale nawiązując do ideologii wyborów - aby coś dostać nierzadko trzeba też coś poświęcić. To są właśnie te odcienie szarości. - mimo iż w wielu kwestiach się nie zgadzali, a nawet wydawać by się mogło, że zdania mieli całkowicie odmienne - musiał przyznać, że bardzo przyjemnie mu się z nią gawędziło. Ostatnio jakoś rzadko miał ku temu sposobność, a i osoby z którą można by wejść w podobną dysputę nie jest wcale znaleźć tak łatwo. Zwłaszcza w barze czy na ulicy bo jak wiadomo - znajomych w tym mieście zbyt wielu raczej nie posiadał. Nie miał pojęcia jak długo tu już siedzi, ale nie czuł tez potrzeby by zerkać na zegarek. Nigdzie mu się nie spieszyło, a i w przeciwieństwie do Courtney - był już dzisiaj wolny od jakichkolwiek obowiązków. No, prawie. Tych domowych tez miał raczej niewiele, a i jeszcze trochę mogły przecież poczekać.
Kolejne słowa dziewczyny - choć przecież zabawne w żadnym calu nie były - znów przywołały na jego wargi rozbawiony półuśmiech.
- Ależ ty jesteś uparta. - skwitował luźno jej niecodzienny upór. Może i jakąś rację tam miała, ale tym razem w głos jej tego nie przyznał. Co ciekawe najbardziej trafiło do niego ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie... Może dlatego, że sam tej złości bardzo często ulegał oddając jej w zasadzie całą tę "wolną przestrzeń"? Poza tym dla niego ta wypowiedź (mimo iż ubrana w łagodne słowa) miała strasznie pesymistyczny wydźwięk, aż przykro było słuchać.
- Nie sądzę byś miała aż taki wpływ na ustalenie tej hierarchii. Ona konstruuje się sama. Na czymś zależy ci bardziej, na czymś mniej, a na czymś innym nie zależy ci w ogóle. Byłoby trochę dziwnie gdybyś to na czym nie zależy ci w ogóle wyniosła sztucznie na szczyt tej hierarchii licząc, że cię to uszczęśliwi. - zamilkł na chwilę ewidentnie nad czymś dumając. Zastanawiał się zwyczajnie w jakie słowa ubrać własne myśli by możliwie najrzetelniej wyjaśnić jej swój punkt widzenia. Co zabawne - nie potrafił dobrać tych właściwych. Może dlatego, że cała ta rozmowa toczyła się ciągle wokół jakiejś hipotetycznej sytuacji?
- Okoliczności niekoniecznie sprzyjają tej rozmowie, co? - w zielonych oczach wciąż tliło się delikatne rozbawienie. Być może powinni odłożyć ją na kiedy indziej, ale kto wie czy kiedykolwiek jeszcze dojdzie między nimi do spotkania? Hmm... Może powinien o to zadbać? Przekrzywił lekko głowę do boku wpatrując się uważnie w towarzyszkę. - Zastanów się przede wszystkim nad tym co tak naprawdę jest twoim priorytetem i na czym faktycznie zależy ci najbardziej. Być może już to masz i właśnie dlatego tak łatwo przychodzi ci spychanie na nieco dalszy plan swoich innych marzeń czy pragnień. - to jest właśnie hierarchia, prawda?

@Courtney Marsh
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz
#24 (09-25-2018, 17:40 )
25 lat
kelnerka w The Cavern Pub
172 cm
raczej nie szuka

Tak działał świat, który kręcił się wokół pieniądza. Ci z wyższych sfer, z pokaźniejszymi kontami bankowymi z trudem znajdowali prawdziwych przyjaciół, miłość. Nieszczerych ludzi nęciła ich mamona i nic więcej. Tam z kolei, gdzie ludzie biedują i nie sprezentują drugiej połowie wakacji na Malediwach abo drogiego gadżetu, interesowność nie ma prawa bytu i więcej do powiedzenia mają ci, którzy szczerze interesują się innymi ludźmi, są bezinteresownie życzliwi i budują prawdziwe przyjaźnie. Choć czy na pewno? Wystarczy, że komuś z takiego środowiska poszczęści się, wygra na loterii albo dostanie świetnie płatną pracę i często i jego relacje przez pieniądze zaczynają się psuć. Tak czy inaczej pieniądz rządzi światem i temu nie da się zaprzeczyć. Ciężko sobie w ogóle wyobrazić, co by się stało, gdyby nagle stracił swoją wartość i stał się bezużytecznym papierkiem. Prawdopodobnie świat, jaki znamy, przestałby istnieć.
I tu Elliot miał rację, co Courtney przyznała skinieniem głową. Takie spojrzenie na słynne "chcieć to móc" miało swój sens, bez wątpienia. Jeśli popatrzeć na nie przez pryzmat dokonywanych wyborów, decyzji oraz ich konsekwencji, nabierało głębi, której wcześniej dziewczyna nie dostrzegała. Na jego stwierdzenie o uporze za to zaśmiała się dźwięcznie, pogodnie.
- Czy ja wiem czy uparta? Wydaje mi się, że mamy po prostu kompletnie inne doświadczenia życiowe i na ich podstawie w odmienny sposób patrzymy na świat - stwierdziła. Nie da się zaprzeczyć, że oboje pochodzili z zupełnie innych środowisk i mieli kompletnie inne doświadczenia, ale to właśnie uczyniło Elliota osobą intrygującą w jej oczach. Wyglądał na bogacza, który wszystko mógł kupić. Tacy ludzie wyłaniali się z obserwacji dziewczyny jako puste i boleśnie powierzchowne byty, które nie mają żadnej głębszej życiowej refleksji, a dyskusja z nim okazała się najciekawszą, jaką Courtn miała okazję przeprowadzić, odkąd podjęła pracę w Yellowlair i co z tym idzie miała dużo okazji do rozmowy z przeróżnymi ludźmi w okolicznościach luźnych dla klienta. Wcześniej miała okazję zarabiać w przeróżny sposób, pracowała jako kelnerka w restauracji, jako ekspedientka w sklepie i tamte prace też opierały się na kontakcie z klientem, ale to był inny kontakt, inne rozmowy. Zajęcie w pubie pozwalało jej wejść głębiej w psychikę osób, które tu przychodziły, lepiej poznać ludzi, ich przyzwyczajenia, a także zależności ich charakteru i zajmowanej pozycji społecznej. Jej obecny rozmówca okazał się osobą wyłamującą z ponurego schematu nadętych bogaczy, których nie interesowało nic więcej niż czubek własnego nosa, pieniądze i zabawa. Był inny, zupełnie. W pozytywnym znaczeniu.
- Wydaje mi się, że mnóstwo osób próbuje ingerować w tą hierarchię, z mniejszym lub większym powodzeniem. To fakt, że ta naturalna kształtuje się sama, ale ilu chodzi po świecie ludzi, którym się nie powiodło, nie osiągnęli swoich marzeń i przez całe życie wmawiają sobie, że są szczęśliwi? Żale i frustracje wciskają gdzieś w kąt i ignorują je, a cieszą się z tego, co mają - powiedziała po krótkim namyśle. Tyle osób z jej otoczenia tak żyło... ona starała się być inna. Jej życie nie szło tak, jak by chciała. Też starała się cieszyć tym, co ma, ale nie udawała, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że nie ma marzeń, planów i pragnień. - Oszukują się i może są szczęśliwi, ale w chwilach ciszy na pewno coś im doskwiera. Może nawet nie wiedzą, że wyrządzają sobie tym krzywdę.
Spuściła wzrok na kufel po piwie, który przez cały ten czas ściskała w dłoniach i znów zaśmiała się, chociaż teraz z większym rozbawieniem.
- Najbardziej niewygodne okoliczności do takiej rozmowy, jakie można sobie wyobrazić - stwierdziła. Chciałoby się dalej rozmawiać i lepiej poznać intrygującego rozmówcę, ale w pracy Courtney nie miała na to szans. Mogła pozwolić sobie na jakąś przerwę, rozluźnienie, ale bez przesady. Nie mogła przegadać całej swojej zmiany. Zasuwanie ze ścierką czekało, choć nie napawało optymizmem.
Jego ostatnich słów nie skomentowała. Wymagały dłuższego zastanowienia się nad ich sensem i nad sensem swojego życia. Ale czy Courtney miała w życiu priorytet, który przysłaniał wszystkie stare plany i cele? W pewnym sensie tak. Miała córkę, która była dla niej najważniejsza. Ale jednocześnie wiedziała, że gdyby porzuciła w pełni swoje marzenia i jak inni z jej otoczenia wcisnęła je gdzieś poza świadomość, żeby dręczyły ją przez resztę życia, nigdy by nie zaznała prawdziwego szczęścia. Już odczuwała niedosyt, a z wiekiem może być tylko gorzej.

@Elliot Bjorkman
Odpowiedz
#25 (10-11-2018, 20:09 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

Nie do końca wiedział co takiego było w tej pozornie zwyczajnej kelnerce ale świadomie czy nie - udawało jej się podtrzymać jego dobry nastrój. Nie musiała nawet się z nim zgadzać (chociaż może to kwestia tego, że rzadko liczył się z opinią innych ludzi i na ogół bardzo łatwo przychodziło mu olewanie ich zdania ciepłym moczem) - wystarczyło że stała obok i - mimo, że z całą pewnością miała na głowie całkiem sporo obowiązków - wciąż dotrzymywała mu towarzystwa. Sposób w jaki prowadziła dialog, przywoływał na jego twarz uśmiech rozbawienia. Stale się zresztą na tym łapał. Na pierwszy rzut oka wydała mu się być całkiem pogodną osobą choć treść jej wypowiedzi (a wbrew pozorom uważnie jej słuchał) sugerowała, że jednak ma jakiś problem i to taki, którego niekoniecznie wie jak rozwiązać. Może przez wgląd na ten problem chwilami w jej oczach widział umęczenie.
Reakcją na jej śmiech znowu był uśmiech,nawet jeśli mimo wszystko odrobinę powściągliwy. Naturalnie przyjął jej argument i nawet kiwnął zgodnie głową bo akurat w tej kwestii nie mógł nie przyznać jej racji.
- Niemniej jedno drugiego wcale nie wyklucza. - wtrącił z rozbawieniem. Nadal była uparta, nie mniej niż on sam w tej akurat dyskusji czego już w głos wcale nie przyznał.
Cholernie miło by mu było gdyby wiedział, że ma o nim takie zdanie ale prawda była taka, że trochę za wcześnie by wysnuwać wnioski. Jak dotąd poznała tylko jedno jego oblicze i pewnie oboje lepiej by na tym wyszli gdyby tak pozostało. Bywał nadęty i to jak cholera, gdyby tylko miał nieco gorszy humor - wpisałby się pewnie idealnie w jej definicję "bogacza".
- Tego akurat nie neguję. - odparł gdy tylko wspomniała o tym, że ludzie bardzo często sami ingerują w swoją hierarchię wartości. Potem uśmiechnął się zgrywnie, a gdyby pewnie był bliżej sprzedałby jej właśnie dokuczliwego pstryczka w nos. Zrobił to jednak jedynie werbalnie. - ... czyli jakby nadal wychodzi na moje. - nawet w tonie jego głosu można było bardzo łatwo wyczuć rozbawienie. Po prostu w tym momencie koło się zamykało. Ludzie, którym nie udało się z tego czy innego powodu spełnić swoich marzeń, a którzy się poddają i próbują pocieszyć tym co jest dla nich mniej ważne, ale jednocześnie daje im jakąś tam satysfakcję - to ludzie, których szczęście jest z reguły pozorne, bardzo często nawet urojone. Czasami tak usilnie próbujemy przekonać samych siebie, że przecież nie jest tak źle, że jesteśmy szczęśliwi, a już na pewno szczęśliwsi niż niejeden bezdomny mieszkający pod mostem, że wkrótce naprawdę zaczynamy w to wierzyć. Trudno jednoznacznie ocenić czy to dobrze czy może jednak źle, ale nawet tym pozornie "najszczęśliwszym" zdarza się ocierać łzy w nocy. Właśnie wtedy najczęściej myśli się o swoich dokonaniach. O porażkach, niespełnionych marzeniach i wszystkich niewykorzystanych szansach. I wtedy nagle okazuje się, że jednak nie jesteśmy w pełni zadowoleni z tego jak potoczyło się nasze życie.
- Cóż... Być może kiedyś nadarzą się lepsze. - skwitował luźno.
W pewnym momencie oderwał plecy od oparcia fotela, a potem podniósł się z niego i sięgnął dłonią do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągnął z niej portfel, zaś z portfela kilka banknotów i wizytówkę z numerem telefonu, które potem położył na stoliku pod pustą szklanką po whiskey.
- Jestem ci chyba winien podziękowania, miałem naprawdę kiepski dzień. - zabawne jak bardzo odmienić go mogła zwyczajna rozmowa w barze. - Gdybyś miała kiedyś ochotę wymienić poglądy na jeszcze jakiś temat - koniecznie daj mi znać. - puścił jej perskie oko ewidentnie tą sytuacją rozbawiony, a potem schował portfel z powrotem do kieszeni w zamian wyciągając z niej paczkę fajek. Kiedy chwytał jedną z nich między palce resztę umieszczając z powrotem na swoim miejscu zdał sobie sprawę, że wciąż nie znał jej imienia. Cóż... O ile zerknie na wizytówkę miast od razu cisnąć nią do kubła na śmieci - przynajmniej ona będzie znała jego. - Do zobaczenia. - pożegnał się jeszcze, a potem ruszył w stronę wyjścia tuż za drzwiami odpalając papierosa i wreszcie nieśpiesznym krokiem zmierzając w stronę samochodu.

/zt
@Courtney Marsh
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości