witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie

podstawy
regulamin
pomoc techniczna
grupy
przewodnik po GB
nieobecności
administracja
zajęte wizerunki
wymiana bannerami

wzory
karta postaci
kalendarz
relacje

SMS
Instagram

fabularne
kto popisze?
mapa
książka adresowa




Salon

#31 (06.12.2018, 23:56 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

Jamesowi nie podobało się, że musiał pojawiać się w apartamencie Charlesa, widywać się z nim i przejmować się znów jego problemami życiowymi i... Charlesowi też się to nie podobało. Zupełnie. Nie chciał mieć z bliźniakiem kontaktu, a przynajmniej tak utrzymywał. Ich relacja była przedziwna i chociaż na pierwszy rzut oka nie znosili się i nie chcieli mieć ze sobą nic wspólnego, to w głębi duszy istniała między nimi silna więź i wzajemna troska o siebie, choć próbowali ją od dawna wypierać. Musieli na nowo nauczyć się wspólnego życia, musieli też jakoś naprawić swoje relacje, ale żaden z nich nie umiał się do tego zabrać. Bardzo wiele złego wydarzyło się między nimi w przeszłości. Charles miał Jamesowi wiele za złe od nastoletnich lat, gdy wyśmiewał go, podcinał mu skrzydła, pogardzał otwarcie osobami o innych orientacjach seksualnych, odbijał dziewczyny i robił wiele innych rzeczy, które według Charlesa miały na celu umniejszenie jego osoby w oczach innych ludzi i wpędzenie go w setki kompleksów. Jeśli tego James chciał, to udało mu się doskonale. Tyle lat siedział mu na psychice, że gitarzysta obecnie borykał się z potwornie pokaleczonym poczuciem własnej wartości, a zapijanie problemów wzięło się właśnie z tego, że nie radził sobie ze sobą i nie mógł liczyć na niczyje wsparcie. Nawet własnego brata. Z drugiej strony wiedział, że bardzo wiele mu zawdzięcza. Psychicznie James potrafił deptać go przy każdym spotkaniu, ale jeśli pakował się w jakieś tarapaty albo potrzebował popchnięcia w rynek muzyczny, James nigdy nie zawodził. Charles był mu wdzięczny za pomoc, kiedy matka zmarłej fanki próbowała go pogrążyć, bo tak naprawdę to James i Ian zrobili wtedy wszystko, by wyciągnąć go z tarapatów, kiedy on siedział z założonym rękami i narzekał na swój los. Sytuacji, w których James dosłownie ciągnął go przez życie za uszy było dużo więcej. Tylko to wieczne dokuczanie, narzekanie, traktowanie go jak kuli u nogi!
Charles też nie był święty. Dziś było mu wstyd, gdy przypominał sobie, jak złośliwie stawał między bratem i Eleną, widząc, że mu na niej zależy. Chciał zrobić wszystko, żeby James ten jeden raz cierpiał z jego powodu tak, jak Charlie cierpiał przez niego od ponad dekady, ale nie przewidział konsekwencji swojej zemsty, a ta wymknęła się spod kontroli po pewnym czasie. Zamiast kopnąć Jamesa w tyłek, prawie zniszczył życie jemu, tej Bogu ducha winnej dziewczynie i ich skołowanemu sytuacją rodzinną dziecku. James nie chciał go teraz znać, a on... nie dziwił się, gdy o tym myślał i dodawał do tego burdy, jakich należąc do zespołu Jamesa dopuszczał się po pijaku. James też mógł mieć do niego żal.
Ich sytuacja była skomplikowana. Chociaż Charles był pijany w sztok, gdy brat wpadł do niego z samochodem, domyślił się, że bliźniak musiał coś zauważyć, wywęszyć jego problem. Zaczął wpadać z wizytami. Gdy Charles wracał po paru dniach nieobecności do domu, niektóre przedmioty stały poprzestawiane, a wypełnione alkoholami półki w kuchni i barek w salonie stały puste. Z czasem zaczęły też znikać różne trunki, które zaczął wciskać w kąty mieszkania. Jasne stało się, że James wpada tu pod jego nieobecność i robi porządki. Tyle że na razie zamiast wdzięczności Charles odczuwał jedynie złość. 
Czekał na pierwszą okazję do rozmowy z bratem i wreszcie się doczekał. Gdy ten wszedł do jego apartamentu, jak do siebie, Charles siedział w salonie na kanapie, zmieniając struny w gitarze. Słysząc szczęk zamka uniósł wzrok i wbił go w drzwi wejściowe, a gdy od progu usłyszał znajomy bas bliźniaka, uśmiechnął się kwaśno.
- Nie miałbym czym. Znów perfekcyjnie... posprzątałeś - odparł na powitanie, a w jego głosie zabrzmiał gorzki ton. Odłożył gitarę na kanapę i patrzył, jak brat śmiało wchodzi do mieszkania. Jak do siebie. - Dlaczego znowu wpierdalasz się z buciorami w moje życie?
To pytanie nie zabrzmiało, jakby Charles był Jamesowi wdzięczny za pomoc. Nie był. Chciał, żeby James dał mu spokój, zniknął i nie wtrącał się w jego problemy. Przynajmniej w zewnętrznej warstwie świadomości. Podświadomie jego umysł wcale nie żałował, że pojawiła się pomoc, tylko... Charles nie umiał się do tego przyznać. Jeszcze było na to za wcześnie. 

@James Moore
Odpowiedz
#32 (06.01.2019, 05:45 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Och, tak. Ich relacja była przeciwna i niejednego zapewne doprowadziłaby do bólu głowy, ale James, czy tego chciał czy nie, przyjmował tę relację do wiadomości i nie próbował przed nią uciekać. Już nie. Starał się odciąć od Charlesa, gdy wybryki bliźniaka przerosły jego wytrzymałość, ale to nie skończyło się dobrze. Brat przez rok bez kontroli popadł w skrajny alkoholizm i zawisł nad życiową przepaścią, a James? Nie, wcale nie był u obojętny los bliźniaka, co uzmysłowił sobie podczas tej całej zabawy w oddawaniu mu samochodu po naprawie i również przy samym wypadku, który miał jego brat. Nic mu się nie stało, sam dał Jamesowi znać o wylądowaniu w rowie, ale wokalista gotów był przysiąc, że na widok wiadomości o treści "miałem wypadek" jego serce na chwilę stanęło ze strachu o brata. A nawet gdyby ten wypadek się nie wydarzył, James i tak spróbowałby nieco wniknąć w życie bliźniaka, dowiedzieć się, co u niego... dopóki żywił silną urazę, omijał szerokim łukiem miejsca, w których mógł się na niego natknąć, ale nerwy, nawet płonące jak pochodnia, prędzej czy później wypalają się i z ich popiołów odradza się tęsknota za głupim bratem, z którym nie da się wytrzymać - ale bez którego ciężko żyć. James po wielu miesiącach poczuł tę tęsknotę i zarazem jakiś nieznośny emocjonalny uścisk, w którym zakleszczyło go poczucie odpowiedzialności za nieporadnego życiowo bliźniaka. Musiał odnowić z nim kontakt, skontrolowac, co się u niego dzieje... dobrze się stało, że podjął się naprawy tego Maserati!
Zdawał sobie sprawę, że brat jest człowiekiem zakompleksionym. Wiedział też, że nie oszczędzał go przez wiele lat ich pokręconej relacji, ale w życiu by nie pomyślał, że to on jest głównym powodem problemów psychicznych, w które popadł jego brat... owszem, to był główny argument Charlesa we wszelkich kłótniach, ale James nie brał go na poważnie. W nerwach mówi się różne rzeczy, najczęściej wyolbrzymione, żeby wzbudzić poczucie winy. Nie sądził, że mógł Charlesa tak skrzywdzić i sam czuł się piekielnie pokrzywdzony, znacznie bardziej od niego - choć wiedział, że ma swoje za uszami i obecnie za wiele przewinień sprzed lat było mu wstyd. Zabrakło im poważnej rozmowy, która mogła naprostować zakręcone drogi i odwagi, aby przyznać się do błędów i powiedzieć "przepraszam". Być może teraz się uda? Nie dziś, ale podczas obecnego odnawiania kontaktów? Och, o ile Charles nie wyrzuci Jamesa definitywnie za drzwi i nie zmieni zamków, zdenerwowany próbą panoszenia się w jego życiu! Choć czy James wtedy by odpuścił? Zapewne nie, miał swoje metody, by kontrolować brata. Jeśli sam nie będzie mógł, to o problemach bliźniaka zawiadomi matkę, która z pewnością spróbuje dotrzeć do ukochanego syneczka. Na razie nie chciał jej denerwować, ale jeśli pojawi się taka potrzeba, Charles nie pozostawi mu wyboru...
Zlustrował Charlesa uważnym spojrzeniem, nieco gniewnym, ale przede wszystkim badawczym. Chciał ocenić,czy brat rzeczywiście jest trzeźwy i - o dziwo - na takiego wyglądał! Widocznie to swoiste sprzątanie mieszkania, a raczej zabawa w detektywa, przynosiła rezultaty. Charles znajdował nowe, coraz dziwniejsze kryjówki dla butelek alkoholu, a James z pomocą niezawodnego Fausta znajdował każdą z nich w chwilach, gdy mieszkanie brata stało puste. Długo walczył, bo pomysłowość Charlesa nie miała granic i udawało mu się przechytrzyć wokalistę, ale wreszcie się udało. Alleluja! Trzeźwy Charlie!
- Nie robiłbym tego, gdybyś sobie z tym życiem radził. Rok beze mnie i skończyłeś jako marny moczymorda w zapyziałej melinie. Mam stać z boku i czekać, aż schlany zaśniesz na mrozie albo wtoczysz się pod samochód i kopniesz w kalendarz? - odparł, nie kłopocząc się nerwowym głosem brata. Nie bał się go, ani trochę i wiedział doskonale, że w każdej walce, czy to psychologicznej czy fizycznej, ma nad bratem przewagę. Charles miał do niego respekt, a może nawet trochę się go bał i teraz to wychodziło zdecydowanie na plus! - Masz jakaś herbatkę?
Nie czekając na odpowiedź, wszedł do kuchni, robiąc to dość ostentacyjnie. Tak, zachowywał się, jakby wszedł do siebie i robił to na pokaz - nie po to, by uświadomić bratu, że doskonale zna jego mieszkanie, bo to Charles dobrze wiedział, ale dla wbicia mu do głowy, że tak łatwo się go nie pozbędzie. Zastanie Charliego trzeźwego było jak święto i James musiał z tego skorzystać: porozmawiać z bratem, spróbować przekonać go do terapii i przede wszystkim uświadomić, że ma problem. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna taka okazja.


Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości