witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie

podstawy
regulamin
pomoc techniczna
grupy
przewodnik po GB
nieobecności
administracja
zajęte wizerunki
wymiana bannerami

wzory
karta postaci
kalendarz
relacje

SMS
Instagram

fabularne
kto popisze?
mapa
książka adresowa




Salon

#21 (08-21-2018, 22:36 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

To się niestety działo naprawdę. James miał dzisiaj pecha wpakować się w samo sedno problemów, które miał ze sobą brat i o których James nie miał pewnie pojęcia. Mógł pomyśleć, że Charles wziął się za siebie i przestał pić, bo dla osoby postronnej tak mógł wyglądać jego powrót do zawodu, ustanie ze skandalami w szmatławcach i nawet kupienie sobie tego samochodu, który kiedyś rozwalił. To wszystko mogło sprawiać wrażenie, że gitarzysta powoli wraca do normalności i sam zdołał uporać się z alkoholizmem. Owszem, próbował kilka miesięcy temu i nawet zapisał się na terapię do psychologa, ale szybko z niej zrezygnował, bo nie podobało mu się to, co usłyszał na swój temat. Nie umiał bez pomocy zapanować nad tym, na czym dawno temu stracił kontrolę i teraz James mógł to zobaczyć na własne oczy.
Jeszcze nie spał, ale mało mu brakowało do odpłynięcia w krainę Morfeusza. Zarzekał się Elliotowi, że raz - dwa wstanie i znowu będzie pił, ale w jego obecnym stanie to było niemożliwe. Dobrze się stało, że sąsiad znalazł go i przytargał do domu, bo gdyby Charles został w centrum miasta z tą swoją butelką, którą tam z  wielkim namaszczeniem dzierżył w rękach, to pewnie by zasnął na jakiejś ławce w parku albo na chodniku, bo takie ekscesy też mu się już zdarzały. O tej porze roku by nie zamarł, ale pewnie by się obudził okradziony, przeziębiony i obśmiany przez wszystkich przechodniów, którzy by go widzieli w tym stanie. Mógł otaczać się luksusami, ale żył jak ostatni menel. Był żałosny.
Nie zasnął i dzięki temu słyszał głosy, które docierały ze strony drzwi wejściowych, chociaż mało z nich rozumiał. W tym stanie nie wszystkie słowa docierały do jego umysłu i musiał się dłużej zastanowić, kogo słyszy, bo jakby nagle to nie był jeden głos, a dwa! Chwila namysłu i analizy zapijaczonego umysłu i poznał głos, który znał doskonale. Ten niski basowy ton był tak charakterystyczny i znany gitarzyście, że poznał go prawie momentalnie, nawet mimo skandalicznego stanu, w którym teraz się znajdował. To był James, na pewno. Zatruta alkoholem świadomość Charlesa zaczęła mieszać obecną sytuację ze wspomnieniami z ich wspólnej muzycznej przeszłości, którą przeżywał po dziś dzień. Teraz już nie był pewny czy jest w swoim własnym mieszkaniu, czy w jakimś hotelu po koncercie, a może leży pijany na jakiejś leżance w garderobie na backstage'u? On pijany i James nadający w pobliżu. Mógł to dopasować do dziesiątek, a może nawet setek różnych sytuacji z przeszłości, które bardziej pasowały od okoliczności jego własnego mieszkania, do którego brat wcale nie zaglądał.
- Czeegotuceeesz - wydukał z siebie niewyraźnie, a te słowa kierował do swojego brata. Próbował brzmieć groźnie, ale wyszło to bardziej żałośnie niż strasznie w jego obecnym stanie. Choć gdyby nawet był trzeźwy, James pewnie i tak by się z niego tylko śmiał. - Spie-eee-rdalaj, Jaaaameees! Nie-e chcę... niaańki!
Bełkotał kompletnie bez sensu, ale czego się spodziewać? Był bardzo pijany, a rzucenie go na łóżko było dodatkowym otępieniem, bo w tej pozycji pod wpływem alkoholu od razu łapała go senność, która dodatkowo upośledzała procesy myślowe. Ale coś jeszcze do niego docierało! Wiedział na pewno, że gdzieś leży, jest tu jego brat i ktoś jeszcze. Zdążył zapomnieć, kim jest ten ktoś i że ów ktoś własnoręcznie dotachał go do mieszkania. Ale dotarł do niego sens jego pytania.
- Iiidź-cie kurwaaa wszyscy! Będę piić! - ostatnie zdanie brzmiało jak wypowiedziane przez kilkulatka, który na przekór rodzicom chce pochłonąć kolejną tabliczkę czekolady, mimo że się o niej pochoruje. To było całkiem dobre porównanie do obecnej sytuacji, w której się znaleźli. Dwaj trzeźwi i świadomi problemów Charlesa i on jeden, który na złość im chciał pić dalej. Nostalgiczna scena, prawda James?

@James Moore @Elliot Bjorkman
Odpowiedz
#22 (08-22-2018, 01:35 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Wsunął do kieszeni brelok z pilotem do Maserati. Cóż, James nie byłby ani trochę zdziwiony, gdyby dowiedział się, że w pierwszej chwili Elliot wziął go za partnera Charlesa - mógł nie znosić wszelkich przejawów homoseksualizmu, uważać je za wynaturzenie i omijać szerokim łukiem każdego mężczyznę, który lubił męskie tyłki, ale dobrze wiedział, że dla wielu osób sam wygląda na przedstawiciela tej grupy. W czasach szkolnych zdążył się o tym dość boleśnie przekonać i do dziś zdarzało mu się spotkać z jakimś komentarzem odnośnie jego rzekomego "pedalstwa". Co prawda nie osobiście, bo świat artystyczny rządzi się swoimi prawami i tam wszelka nietypowość nie uchodzi za nic zaskakującego, niemniej takich opinii w internecie na swój temat mógł naczytać się do woli! Być może właśnie to postrzeganie go za homoseksualistę przez osoby myślące stereotypowo tak silnie zniechęciło go do tej grupy społecznej? Wiele razy został postawiony pośród nich, mimo że absolutnie się z nimi nie identyfikował i to niewątpliwie zadziałało na jego brak sympatii do facetów zainteresowanych własną płcią. Winą w tym był jego styl ubioru, ogólny wygląd zewnętrzny - lecz i tak nie zamierzał go zmieniać. Nigdy nie działał pod presją otoczenia, szczególnie gdy próbowano wymusić na nim zmianę tego, co w sobie lubił. Już wolał być brany za pedała niż porzucić to, co przez ostatnią dekadę stało się jego znakiem rozpoznawczym, choć interesowały go tylko kobiety, a na serdecznym palcu nosił obrączkę z wygrawerowanym imieniem swojej żony. Bezsprzecznie kobiecym.
Pierwsze słowa nieznajomego tylko rozpaliły w nim wiercące nieprzyjemnie w mózgu podejrzenia, że ma do czynienia z partnerem Charlesa. "Można tak powiedzieć" - jak wiele znaczeń mogły nieść w swym brzmieniu te lakoniczne słowa? To mogło oznaczać wszystko, a niestety dla Jamesa nadal nie umiejącego pogodzić się z orientacją własnego brata to "wszystko" sprowadzało się w szczególności do jednego i niemałą ulgę brunet odczuł po dokładniejszych wyjaśnieniach mężczyzny. Uczynny sąsiad, och, to brzmiało dużo lepiej od chłopaka, partnera, potajemnego kochanka czy "przyjaciela". I nawet James poczuł się z tą wiedzą lepiej, bo może te wygłupy z facetami już Charlesowi przeszły? Płonne nadzieje, podświadomie dobrze to wiedział. Nabrał powietrza w płuca, by odpowiedzieć Bjorkmanowi, lecz wtedy rozproszył go bełkoczący na kanapie brat. Nostalgiczna scena? W pewnym sensie, bo James wcale nie tęsknił do starych czasów, w których należeli do jednego, wspólnie stworzonego zespołu. Do dziś pąsowiał ze wstydu, gdy zdarzało mu się spotkać starych znajomych z wielkiej sceny i ci wyciągali z pamięci żenujące zachowanie pijanego Charlesa. Ile razy narobił im wstydu przed potencjalnymi wspólnikami, takimi jak inni artyści, ich management, producenci, organizatorzy, akustycy? Charles po pijaku robił się nieznośny i, co gorsza, bywał agresywny. James zaś, jak zdumiewająco słusznie zauważył teraz jego zalany w trzy dupy braciszek, niańczył go w takich momentach, żeby nie zrażał do nich świadków jego pijaństwa. Te wspomnienia, znajomy bełkot brata i obraźliwy wydźwięk pijackiej paplaniny momentalnie podniosły mu ciśnienie. Najmądrzej było zignorować pijaczynę, ale to zdecydowanie wykraczało ponad siły Jamesa.
- Och, stul pysk, głupia cioto! - syknął, oglądając się na Charlesa przez ramię, ale nie skupił na nim wzroku na długo. Brat zaniedbany, obdarty, zarośnięty i ze zmęczeniem odciśniętym na twarzy - najpewniej od długiego balowania - przyprawiał go o mdłości. Co on z siebie zrobił... Spojrzenie przyczernionych makijażem oczu ponownie przeniósł na obecnego w salonie mężczyznę. Nieprzedstawienie się, gdy Elliot to uczynił, byłoby wysoce niekulturalne, więc James wyciągnął ku niemu ozdobioną długimi, czarnymi paznokciami dłoń. - James Moore, niestety jestem jego bratem.
Nie dopytywał się, czy Charlesa często trzeba holować do mieszkania. To by było idiotyczne pytanie. Wystarczyło rozejrzeć się po tej melinie, by domyślić się odpowiedzi. W całej ohydzie tej sytuacji Jamesa ucieszyło, że jest w tym wielkim apartamentowcu ktoś, kto choć od czasu do czasu zadbał, by Charles nie kompromitował się, leżąc na klatce schodowej lub nie wpadł pod samochód, zataczając się gdzieś w centrum miasta. I jednocześnie ogarnęło go dojmujące poczucie winy. W Londynie James mógł wypiąć się na brata, tam mieli rodzinę, która mogła zająć się tym głupkiem, ale tutaj... na kogo innego Charles mógł liczyć, jak nie na niego i Iana? Blackmore świetnie się bawił i koncertował, poza tym był od dawna w konflikcie z Charlesem - w tym ponurym rozrachunku został mu na miejscu tylko James. Też miał mu wiele za złe, ale... cholera, to jednak był jego brat. Nie powinien wyrzucać go ze swojego życia na tak długo. Do niczego dobrego to nie doprowadziło...
Ponownie obejrzał się na brata i przytłoczony poczuciem winy popadł w krótkie zamyślenie.
- He fell asleep in the snow, never woke up, died alone... - zanucił wersy, które sam kiedyś napisał. Ciężki, ponury utwór traktujący o pośmiertnej żałobie, ale w przypadku Charlesa te słowa mogły stać się prorocze. Kto wie, gdyby nie pomoc sąsiada może jego nieodpowiedzialny braciszek już by nie żył? - Mógłby tak skończyć. Powinienem ci podziękować, bo cholera wie, co by się z nim stało, gdyby nie twoja pomoc.
Był wdzięczny Elliotowi. I wciąż nie mógł pozbyć się przytłaczającego poczucia winy. Zajął się własnym życiem, zamknął z rodziną w swojej willi na Auerate Avenue i egoistycznie wypiął cztery litery na cały świat, kiedy Charles z brzdękiem szklanych butelek spadał na samo dno.

@Elliot Bjorkman @Charles Moore


Odpowiedz
#23 (08-26-2018, 14:11 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

Przyglądał się i przysłuchiwał z boku dialogowi toczącemu się miedzy dwójką mężczyzn trochę dlatego, że mógł a trochę dlatego że stojąc tu poniekąd i tak był do tego zmuszony. Trudno było mu ocenić ich relację, ale to co wiedział na pewno - musiała być ona dość mocno napięta. Sugerował to chociażby ton wypowiedzi pijanego jak stodoła Charlesa, w końcu przed chwilą, całkowicie bez ogródek kazał temu drugiemu wypierdalać. Swoją drogą - nadal go to trochę bawiło co zresztą w tej sytuacji potwornie ciężko było mu ukryć. Jakiś zalążek uśmiechu pojawił się na jego wargach, ale równie szybko znikł tuż po tym gdy tylko otrzymał odpowiedź na swoje pytanie. Skoro tak... Nic tu chyba po nim? Dopiero nieprzyjemny syk Jamesa odwrócił jego uwagę od wgniecionej w kanapę pijaczyny i skupił ją na ciemnowłosym. Obaj jak widać nie szczędzili na sobie gardeł i rozmaitych epitetów. Nie do końca wiedział czego właśnie jest świadkiem, ale chyba wolał się w to nie mieszać. Wtedy James ruszył mu z pomocą wyjaśniając pewną istotną kwestię. Hmm... A więc bracia? Ciekawy przypadek. Jak się tak bliżej przyjrzał - rzeczywiście rysy twarzy mieli bardzo podobne, żeby nie powiedzieć identyczne (zarost Charlesa uniemożliwiał trochę dokładniejsze rozpoznanie), ale styl zupełnie odmienny. Na ich pokrewieństwo sam by raczej nie wpadł. Tak czy owak uścisnął wyciągniętą dłoń Jamesa zwracając uwagę na jego wymalowane paznokcie, ale szczęśliwie nie komentując tego w głos. Dla niego mimo wszystko było to okropnym dziwactwem, ale że był gościem niezwykle tolerancyjnym dość łatwo przyszło mu to zignorować. W końcu sam też posuwał mężczyzn, choć raczej unikał tych wymalowanych czy wciśniętych w opięte, damskie ciuszki transseksualistów, zwyczajnie go to nie kręciło. Nie dyskryminował ich jednak i starał się nie oceniać, choć zdarzały się i takie ewenementy co swoim "pedalskim" zachowaniem psuły opinię porządnym homoseksualistom. Tych akurat nie lubił. Szczęśliwie James mimo nietypowego wyglądu wydawał się być całkiem normalnym, rozgarniętym gościem. Z zadumy wytrąciło go dopiero ciche nucenie, melodia skądś zresztą znajoma.
- Czasem mi się zdarzy zrobić coś pożytecznego. I to zupełnie bezinteresownie. - skwitował luźno bo i nie zależało mu wcale na podziękowaniach. W zamian uniósł lekko łuki brwiowe w górę marszcząc w ten sposób lekko czoło i wskazał spojrzeniem na ledwie przytomnego Charlesa. - Ale skoro to twój brat to raczej ty powinieneś udzielić mu pomocy. Gość ma poważny problem z alkoholem i ewidentnie sobie z nim nie radzi. - to tylko sugerowało, że nie pierwszy raz widział go w takim właśnie stanie. Niestety. Ale sądząc po minie Jamesa kiedy tylko rzucił okiem po tej zapyziałej melinie - absolutnie się tego spodziewał.
- Tak tylko mówię, w gruncie rzeczy to nie moja sprawa. - sęk w tym że trochę się z Charlesem tutaj identyfikował, swego czasu miał podobny problem tyle, że z narkotykami. Mu też ktoś pomógł wyjść na prostą, gdyby nie jego kuzynka - kto wie gdzie byłby teraz. Pewnie na cmentarzu, trzy metry pod ziemią. Niestety jeden nałóg zastąpił innym, do dzisiaj bez fajek z domu się nie rusza. Przynajmniej na co dzień nie jest aż tak szkodliwy, nie przyćmiewa umysłu i nie zaburza koncentracji choć z całą pewnością sieje niewiele mniejsze spustoszenie w organizmie.

@Charles Moore @James Moore
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz
#24 (08-29-2018, 13:44 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

Oj, w kwestiach seksualności James miał się czego bać, jeśli chodzi o brata. Obecnie Charles nie miał nikogo i to nic dziwnego, bo nieważne jaka płeć, nikt by pewnie nie chciał zaniedbanego pijaczka, który alkohol stawia ponad wszystkich wokół, pomijając pracę, z którą jeszcze się jakoś liczył. Ale to była prawda, że z kobietami od dość dawna nic go już nie łączyło i wciąż w nim wzbudzały pewien pociąg seksualny, ale obecnie dużo większe zainteresowanie budzili w nim mężczyźni. To było dla niego coś jak zakazany owoc, a te zawsze smakują najlepiej. Przez kilkanaście lat Charles uparcie najpierw odpychał od siebie swoje preferencje seksualne, a później je skrzętnie ukrywał przed swoim otoczeniem. Tyle lat chowania się za nieprawdziwą maską heteroseksualnego faceta i brak akceptacji dla samego siebie zrobiły swoje i obecnie, po przyznaniu się przed sobą i przed innymi do swojej orientacji seksualnej Charles czuł ogromną ulgę psychiczną, a jego zainteresowanie chwilowo (albo i na zawsze?) prawie w stu procentach skupiło się na mężczyznach. Za ładną dziewczyną mógł się obejrzeć, żeby ocenić jej wdzięki, ale nie miał ochoty wchodzić w żadne bliższe relacje fizyczne, a z facetami owszem. Możliwe, że pozwolił sobie na takie rozluźnienie właśnie dlatego, że nie czuł na swoim karku surowego i karcącego spojrzenia swojego brata, który zawsze "wiedział lepiej". Za czasów szkolnych, a później wspólnego zespołu muzycznego dominował nad Charlesem do tego stopnia, że gitarzysta był jak piesek na jego zawołanie i wolał mu się nie sprzeciwiać. Taki już był, uległy dla świętego spokoju i ze strachu przed postawieniem się silniejszym. Obecnie było w nim z tego powodu tak dużo żalu, że po pijaku, czyli po opadnięciu wszelkich barier psychicznych mógł wyzywać Jamesa, robiąc sobie tylko przerwy na nabranie oddechu. Albo na ponowne napicie się alkoholu. Obaj od lat mieli na siebie dziwnie toksyczny wpływ, a ich relacja była okropnie trudna, ale niestety więcej rozumu miał paradoksalnie ten, który wyglądał, jakby miał go mniej. Charles nie umiał tego przeboleć. Prawda była taka, że poza odwykiem od alkoholu potrzebował długiej i żmudnej psychoterapii, żeby przetrawić nawał spraw, które leżały mu na sercu. 
Usłyszał syczenie wymalowanego węża wymierzone w jego osobę, ale zripostowanie go przychodziło mu z coraz większym problemem. Im dłużej Charles leżał na tej kanapie, tym bliżej był odpłynięcia w objęcia Morfeusza, ale ostatkiem swoich pijackich sił próbował utrzymać świadomość. Zmuszenie ust do wypowiedzenia konkretnych słów też robiło się coraz trudniejsze, ale dzielnie z tym walczył. Machnął niezgrabnie ręką na kanapie i zawołał do brata:
- Niestępedaeee! - co miało znaczyć dokładnie "nie jestem pedałem", ale trudno powiedzieć czy James albo Elliot zrozumieją przekaz. Wątpliwe. Charles leżał na kanapie i próbując nie zasnąć i mieć wszystko pod kontrolą (w tym momencie wydawało mu się, że naprawdę tą kontrolę ma), wsłuchiwał się w rozmowę brata z sąsiadem, ale nie umiał już zrozumieć sensu ich słów. Zbyt wiele mówili, ich głosy jakby nakładały się na siebie, mieszały i zniekształcały w jego głowie pogrążającej się coraz bardziej w śnie. Teraz już nie rozmyślał nad tym gdzie mogą się znajdować, bo jego upośledzona alkoholem świadomość dopasowała sobie obecną scenę do wielu podobnych z dalekiej przeszłości, czyli do hotelu albo garderoby po koncertach. Ale nawet w tym stanie czuł podświadomą potrzebę dokuczania Jamesowi. I nie tylko jemu, wszystkim wokół. Oni wszyscy chcieli nim rządzić i pewnie pochowali mu wszystkie butelki! Nie rozumiał tego, co James i Elliot mówią, więc nie mógł skomentować tematu ich rozmowy. Lecz wiedział, że mówią i jedynym  sposobem na dokuczenie im, znalezionym w zapitej głowie było przedrzeźnianie. Obaj usłyszeli dochodzące z kanapy zachrypnięte i nacechowanie złośliwością w tonie... - BLEBLEBLEBLEBLE!
Jaki on się czuł teraz groźny tymi ostatkami swojej świadomości!

@James Moore @Elliot Bjorkman
Odpowiedz
#25 (08-30-2018, 03:54 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Och, niewątpliwie, jako bracia byli szalenie ciekawym przypadkiem. Mówi się, że bliźnięta jednojajowe mają najczęściej podobny gust, zainteresowania i jest to ponoć podparte badaniami, powiązane z życiem płodowych rodzeństwa oraz informacjami zawartymi w ich kodzie genetycznym... cóż, jeśli są to informacje wiarygodne, mamy tutaj do czynienia w pewnym sensie z wybrykami natury, bo James i Charles są różni jak dzień i noc. James jest jak niespokojny płomień, Charles zaś sunie łagodnie przez życie niczym leniwy potok. Przynajmniej z pozoru, bo na pierwszy rzut oka faktycznie byli jak wyrwani z dwóch światów, zaczynając od stylu ubierania się, a kończąc na usposobieniu i orientacji seksualnej. Różnili się nawet fizycznie, co nie jest typowe dla bliźniąt jednojajowych - jako dzieciaki byli jak dwie krople wody, ale w miarę upływu lat rozbieżności pojawiały się i pogłębiały, jak choćby nieznaczne różnice we wzroście, a także w detalach twarzy i mimo że ich duże podobieństwo było niezaprzeczalne, nie dało się ich pomylić. Mieli też inne głosy, sposób wysławiania się, poruszania... energiczny z natury James nie potrafił ślimaczyć się jak jego flegmatyczny brat. Dzieliło ich wiele, ale wbrew tym różnicom sporo też łączyło. Obaj oddali swoje życie zawodowe muzyce i jako artystyczne dusze nie wyobrażali sobie innej życiowej drogi, zwracali szczególną uwagę na podobne kobiety - w tych pięknych czasach, w których Charles tłumił swoje skłonności - czego żywym dowodem była żona Jamesa, którą poznał przed laty jako ówczesną dziewczynę brata. I mimo obustronnej niechęci oraz cierpkiego charakteru ich relacji nie potrafili o sobie zapomnieć. W każdym razie James nie umiał tego zrobić, pomimo usilnych starań, które obejmowały ostatni rok jego życia.
Nie przywiązywał wagi do wrażenia, jakie wywarł swoim wyglądem na Elliocie, bo... co za różnica, czy facet uznał go za wariata, geja, albo może nie zwrócił uwagi na nietypowość wokalisty? James nie próbował dostosowywać się od niczyich oczekiwań, nie brał do siebie złośliwości na temat swojego wizerunku i nie drżał na myśl o ocenie. Zachowywał się swobodnie i starał się być ponad ciekawskimi spojrzeniami, drwiącymi uśmiechami czy innymi wymownymi grymasami, tak samo jak sam nigdy nie uprzedzał się do osób, które w pierwszym kontakcie odebrały go jako niepoważnego dziwaka. Miały do tego prawo. Wielka Brytania to liberalny kraj, ale głupotą byłoby obrażać się na osoby, w których estetykę James nie trafiał ze swoim krzykliwym stylem. Poza zewnętrzną nietypowością był zresztą zupełnie normalnym człowiekiem. A już na pewno normalniejszym i bardziej poukładanym od Charlesa.
Pokrótce zerknął na brata kątem oka, słuchając Bjorkmana i jego uwagę odnośnie zajęcia się Charlesem w pierwszym odruchu skwitował głębokim westchnieniem. Był świadomy, że zawalił i skoro już poznał prawdę na temat nałogu bliźniaka, chciał mu jakoś pomóc... o ile wystarczy mu sił. Wiele lat niańczenia brata zatrzymanego mentalnie na poziomie zbuntowanego nastolatka nastręczało kłopotów, nerwów i nieprzyjemności, a przed ostatnim zerwaniem braterskich kontaktów zaczęło Jamesa przerastać. Nie miał do niego cierpliwości i pewnie popełnił w ich relacji mnóstwo błędów, bo dzisiejsza reakcja Charlesa na jego przybycie przypadkowa nie była - miał tego świadomość. Charles uwielbiał obarczać go winą za swoje niepowodzenia, wytykać surowość i radykalizm działań, ale James inaczej nie umiał do niego podejść. James należał do ludzi, dla których najlepszą receptą na problemy jest porządne szarpnięcie i oklepanie po twarzy dla otrzeźwienia. Charles z kolei wymagał subtelniejszego potraktowania. Kompletnie się w tej kwestii mijali.
- Wiem o tym. Przez ćwierć wieku prowadziłem tę niedojdę za rączkę. Rok temu wycofałem się, bo nie miałem już do niego sił i... proszę, tak się skończyło - omiótł wymownym spojrzeniem zaniedbane mieszkanie. Tłumaczył się? W pewnym sensie tak, choć ciężko ocenić, czy robił to przed Elliotem, czy przed samym sobą, ugięty pod ciężarem wyrzutów sumienia, że zostawił bliźniaka samego. - Ale chyba będę zmuszon...
Charles nie pozwolił mu dokończyć. James niespodziewanie usłyszał dochodzące gdzieś zza pleców "blebleble", jakby na kanapie leżał upierdliwy kilkulatek, który chce dokuczyć rówieśnikom. Reakcja brata zabrzmiała tak absurdalnie pośród atmosfery zaskoczenia, złości, zawodu i poczucia winy, która skłębiła się gęsto wokół Jamesa, że zareagował na nią krótkim śmiechem. Pokręcił głową, próbując zachować fason, choć śmiech cisnął mu się na usta.
- Ale... może on ma rację. Za dużo blebleble, za mało działania - rzekł, sięgając do wewnętrznej kieszeni ramoneski. Wyciągnął z niej kilka wizytówek i przejrzał w poszukiwaniu swojej własnej. Po znalezieniu odpowiedniego kartonika podał go Bjorkmanowi. To była radiowa wizytówka, poza nazwiskiem i logo rozgłośni posiadała również służbowy numer telefonu oraz adres mailowy muzyka. - Byłbym wdzięczny, gdybyś dał mi znać, jak kiedyś zauważysz go pijanego. Nie jestem w stanie go pilnować non stop, a tak przynajmniej zyskam jakąś kontrolę, będę mógł przyjechać i zrobić z nim coś, choćby zadzwonić do psychiatryka, żeby załadowali go w kaftan i zabrali na odwyk... albo sam nie wiem. Cokolwiek.
Zerknął jeszcze na brata. A gdyby tak przycisnąć mu mordę poduchą? Byłby spokój, a lekarze i tak by uznali, że zachlał się na amen... James odrzucił szybko szaloną myśl, która zaświtała mu w głowie. Wolał nie wypowiadać jej na głos.

@Charles Moore @Elliot Bjorkman


Odpowiedz
#26 (09-01-2018, 16:40 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

To czy zrozumiał treść bełkotu Charlesa było pewnie kwestią sporną bo nijak na nią nie zareagował. Bełkot to bełkot, zazwyczaj i tak nie miał sensu. Skupił się z grubsza na Jamesie słuchając jego wyjaśnień i choć rzeczywiście brzmiało to trochę jak usprawiedliwienie - jakoś nie czuł by w jego mocy było dawać mu rozgrzeszenie. Nie zamierzał go też moralizować, co miał lub chciał powiedzieć - już powiedział, w ich prywatne relacje nie zamierzał się wtrącać.Tym bardziej, że ani z jednym ani z drugim nic go w zasadzie nie łączyło. Nic przez co czułby się w obowiązku w ten czy w inny sposób stawać między braćmi. Wcielił się raczej w rolę postronnego obserwatora próbując w ogóle zrozumieć ich relację. Z jednej strony można było odczuć jakoby Charles był dla Jamesa jedynie ciężarem, całkowicie zbędnym balastem, psującym opinię, zapijaczonym bratem, z którym wiecznie były jakieś problemy i z którym całe życie musiał się nieprzerwanie użerać. Z drugiej zaś - wyczuwał też w jego tonie i spojrzeniu swego rodzaju troskę sugerującą, że los Charlesa nie jest mu wcale taki znowu obojętny. Okraszał to żartem, żeby nie brzmieć zbyt ckliwie. Elliotowi też się to czasami zdarzało. Ale wracając do tematu - chociaż ludzie w takich momentach zwykli dość mocno wyolbrzymiać problem, a więc i Bjorkman traktował słowa Jamesa raczej z przymrużeniem oka - miał wrażenie, że od początku (albo przynajmniej od długiego już czasu) łączyła ich relacja, z której oboje nie byli zadowoleni. Dość niezdrowa i dla obu stron męcząca. Tak wstępnie przypuszczał, ale pewien nie mógł być niczego - ciężko było mu wyczytać cokolwiek z zapitego w sztok Charlesa. Mało on mówił, jeszcze mniej z sensem choć samym sobą wyrażał całkiem sporo emocji. Dlaczego w ogóle nad tym myślał? Zboczenie umysłowe. Każdego rozmówcę w ten sposób prześwietlał i analizował. Taki już po prostu był. Czego się dowie to jego, racja? Może nawet uda mu się kiedyś zdobyte w ten sposób informacje w ten czy w inny sposób wykorzystać.
Złośliwe "blebleble" skutecznie rozproszyło jego uwagę i zwróciło spojrzenie zielonych oczu w stronę bełkoczącego Charlesa. Jego widok w połączeniu z wydawanym przez niego odgłosem wywołał u Elliota reakcję zbliżoną do tej Jamesowej. Bjorkman ograniczył się jednak do rozbawionego uśmiechu, którego nijak nie krył. Sięgnął dłonią do wręczanej mu przez drugiego Moore'a wizytówki chwytając ją między palce i rzucając na nią okiem, a potem skinął lekko głową i schował ją gdzieś do tylnej kieszeni spodni.
- Tyle mogę chyba zrobić. - potwierdził werbalnie. - Chociaż jak na mój gust on już kwalifikuje się na odwyk. Niekoniecznie co prawda trzeba zapinać go w kaftan i gdziekolwiek wywozić, ale rzeczywiście powinien znaleźć się pod czyimś stałym nadzorem. - pewnie sam Charles nie byłby z tego powodu zachwycony, ale to akurat normalne zachowanie u osoby z uzależnieniem. Odwyk to naprawdę nic przyjemnego. Dla żadnej ze stron. Zerknął raz jeszcze przelotnie po zaniedbanym salonie koncentrując ostatecznie spojrzenie na ledwie przytomnym Charlesie.
- Co z nim zrobisz? - spytał wreszcie Jamesa wznosząc lekko łuki brwiowe w górę.
- Pomóc ci go gdzieś przenieść? Cokolwiek? Jeśli nie - będę się chyba zbierał. Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. - na ludzkie zwłoki działa jakaś inna grawitacja. Pijani i martwi zawsze wydają się dwukrotnie ciężsi niżeli są w rzeczywistości. Co prawda sprawy, które rzekomo miał do załatwienia mogły spokojnie zaczekać, ale jeżeli nie był tu potrzebny - wolał nie marnować czasu.

@James Moore @Charles Moore
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz
#27 (10-11-2018, 21:49 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

To prawda, między Charlesem i Jamesem były ogromne rozbieżności w charakterze, usposobieniu i sposobie bycia. W niektórych sprawach zachowywali się podobnie, mieli choćby podobny gust kulinarny, ale poza takimi drobiazgami z życia codziennego byli tak różni, że gdyby nie ich duże podobieństwo (mimo że jak na bliźniacze rodzeństwo też nie takie typowe) fizyczne to pewnie nikt by nie postawił funta, że łączą ich silne więzy krwi. Dużo ludzi, szczególnie z rodziny traktuje bliźniaki jak dwa klony, które muszą lubić, myśleć i robić w życiu to samo, ale to nie działa w taki sposób, czego oni byli najlepszym dowodem. Tacy sami byli jako małe dzieci, w przedszkolnym wieku i trochę później, czyli na początku szkoły, ale im bardziej dorastali i dawali się kształtować środowisku, tym różniejsi się robili. Teraz można śmiało powiedzieć, że poza nazwiskiem, rodzicami, takim samym zawodem  i grupą znajomych nie łączyło ich kompletnie nic i żyli w dwóch innych światach. Który wyszedł lepiej na pójściu swoją drogą? Nie ma wątpliwości, że James, który wykazał się w życiu dużo większą zaradnością i rozumiem. Charlie stoczył się do tego stopnia, że brakowało paru lat, aż straci wszystko, co ma i wyląduje w kartonie po telewizorze, pod jakimś mostem albo na dworcu. Miał ogromny problem i zaczynał docierać do krytycznego momentu. Gdy go przekroczy, będzie za późno na naprawianie swoich błędów. Na razie jeszcze mógł podnieść się z nich i odzyskać przynajmniej większość swojego starego życia (pomijając opinię publiczną, bo ta nigdy nie zapomina, choć i wizerunek medialny można jako-tako ocieplić przy odpowiednich staraniach), ale sam nie był w stanie tego dokonać. Mógł liczyć tylko na brata, bo kto inny mu pozostał? Dobrze się stało, że James zobaczył go dziś w tym stanie i poczuł chęć pomocy. Nawet jeśli była motywowana tylko wyrzutami sumienia, które miał z powodu oddalenia się od brata na ostatnie dwa lata.
Brat i sąsiad jeszcze rozmawiali na jego temat, ale do niego sens ich słów już nie docierał. Bełkotliwe brzmienie dwóch męskich głosów zaczynało się rozmywać jakby w dali, bo świadomość Charlesa zaczynała odpływać pod naporem snu cisnącego się na powieki. Nagle stały się takie ciężkie, że nie miał siły ich unieść... opadły mimo prób przyglądania się bliźniakowi oraz dzisiejszemu dobroczyńcy i w końcu gitarzysta zapadł w głęboki pijacki sen, z którego ciężko będzie komuś go wyrwać. Niedawno jeszcze odgrażał się, że będzie pić dalej, ale teraz zachrapał przez sen bezbronny do tego stopnia, że James mógłby bez trudu wcielić w życie swoją brutalną fantazję z uduszeniem go poduszką. Choć lepiej, żeby tego nie robił.
Charles zasnął i pewnie nieprędko się obudzi. Jedno jeszcze było pewne: obudzi się z okropnym bólem głowy i marzeniem, żeby znów zanurzyć usta w alkoholu. W obecnym ciągu alkoholowym nawet morderczy kac nie zniechęci go do sięgnięcia po butelkę.

@James Moore @Elliot Bjorkman
Odpowiedz
#28 (10-12-2018, 02:18 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Niezdrowa i obustronnie męcząca relacja - to była w stu procentach trafiona ocena ich braterskiej więzi. Jakaś cholerna, chora zależność, z której żaden z nich nie potrafili się wyplątać... jeśli utrzymywali kontakty, żyli jak toksyczne małżeństwo, w którym obie połowy nawzajem zatruwają sobą codzienność partnera, męczą każdym swym ruchem, irytują słowem, wysysają tlen z powietrza i budzą obustronną potrzebę ucieczki. Jeśli zaś udawało im się od siebie uwolnić, pojawiała się przedziwna obawa, uciążliwy szept intuicji, która nieśmiało popiskiwała gdzieś z tyłu głowy, przypominając o istnieniu brata, nakazując zainteresować się jego losem. Czy wszystko z nim w porządku? Czy radzi sobie jakoś? Nie wpakował się w kolejne kłopoty? Kto mu pomoże w razie nieszczęścia, problemów? James nie miał pojęcia, czy Charles dzielił te odczucia, ale w jego przypadku wyglądało to dokładnie w ten sposób. Czuł się odpowiedzialny za nieporadnego życiowo brata. Był świadomy, że Charlie nie da sobie rady bez pomocy jego lub kogokolwiek innego, kto odnajdzie w sobie odrobinę cierpliwości i wskaże mu kierunek, w którym ma kroczyć. Jeśli zostawał sam, szybko skręcał na nieodpowiednie ścieżki, które prowadziły na manowce, czego najlepszy przykład dało się zobaczyć w każdym kącie tego pięknego apartamentu, który brat Jamesa zmienił w cuchnącą alkoholem melinę - na podłodze walały się butelki, zaniedbane meble pokrywała gruba warstwa kurzu, gdzieś w kącie walało się złamane krzesło, które ucierpiało zapewne po jednej z alkoholowych libacji Charliego - a także w nim samym, zaniedbanym, zmęczonym i zezującym zapitymi oczami na obecnych w salonie mężczyzn, by choć na moment złapać ostrość rozmytego od procentów obrazu. A na to James nie potrafił zobojętnieć. Charles mógł ranić go do żywego, co zresztą zrobił, zanim ich drogi się rozeszły, okazywać jak zwykle ciągłą niewdzięczność i obarczać lawiną życiowych niepowodzeń, których sam był sobie winny, a James w krytycznym momencie i tak wyciągał ku niemu pomocną dłoń. Rok temu twardo obiecywał sobie, że nigdy więcej tego nie zrobi, ale dziś znów zmiękł na widok spętanego problemami bliźniaka.
- Zdecydowanie kwalifikuje się na odwyk - potwierdził, ponownie zerkając na zasypiającego brata - jak przyjemnie się zrobiło, gdy jego upierdliwy bełkot zamilkł na dobre! - Ale najpierw trzeba go będzie jakoś do tego nakłonić, a to nie będzie takie proste.
Jak zmusić alkoholika w pijackim cugu do podjęcia terapii? Pijany nic nie rozumiał, dopilnować go, by wytrzeźwiał, będzie ciężko, a nawet jeśli wreszcie złapie chwilę świadomości bez promili - jak James miał dotrzeć do człowieka, który od dawna nie chciał słuchać jego rad? Kaftan i szpital psychiatryczny były najprostszym i najszybszym rozwiązaniem, niemniej James zdawał sobie sprawę, że na ten moment niemożliwe. Poddanie się takiemu leczeniu jest dobrowolne, a ubezwłasnowolnienie wcale nie takie proste... to nie napawało Jamesa optymizmem, bo czuł, że nie skończy się na dwóch czy trzech wizytach u Charlesa i nie był pewny, czy nie mając go cały czas na oku w ogóle będzie w stanie namówić go do pracy nad sobą. Ale przecież musi spróbować! Zgoda sąsiada na małą pomoc zaświeciła małe światełko w tunelu. Przynajmniej ktoś jeszcze będzie miał tę pijaczynę na oku.
- Co z nim zrobię? Szczerze mówiąc najchętniej złapałbym jakąś poduszkę i go udusił. I tak nikt by po nim nie zapłakał, a wszyscy wokół mieliby święty spokój. Ale powstrzymuje mnie myśl o odpowiedzialności karnej - czarny humor? Niezupełnie, bo w basowym pomruku Jamesa nie sposób było doszukać się żartobliwego tonu, a on najchętniej naprawdę by się brata pozbył, może nie morderstwem, ale wysłaniem na drugi koniec świata. - A na razie przeszukam to urocze mieszkanko i pozbieram wszelkie butle, żeby jutro rano nie miał jak walnąć klina, zanim wrócę tu z nim porozmawiać. Więcej zrobić nie mogę.
Oj, mógł, oczywiście. Mógł zostać tu i osobiście go przypilnować, ale poziom irytacji na sam widok pijanego brata tak poszybował mu w górę, że wolał nie przebywać z nim sam na sam w jednym mieszkaniu dłużej niż to konieczne - bo ta poduszka mogła naprawdę spotkać się z twarzą Charlesa. Mógł też zabrać go do siebie, żeby tam mieć na niego oko, ale ściąganie narąbanego Charlesa do domu z małymi dziećmi i alergicznie reagującą na niego Eleną tym bardziej mu się nie uśmiechało.
- Po co, niech śpi na tej kanapie, najwyżej spadnie i obije sobie tyłek. Nic mu nie będzie, a ja nie będę cię wykorzystywał i zatrzymywał w tym syfie, już i tak dużo zrobiłeś. Jeszcze raz dziękuję - dodał, nie chcąc przeciągać wizyty Elliota w nieskończoność. Zdecydowanie nie powinien nadużywać cudzej dobroci, zresztą sam chciał przejrzeć mieszkanie brata. Apartament był cholernie duży i miał mnóstwo dziur, w które da się wcisnąć butelki z alkoholem, ale samodzielne poznanie jego kątów i wszelkich ewentualnych kryjówek mogło przydać się Jamesowi na przyszłość.

@Charles Moore @Elliot Bjorkman


Odpowiedz
#29 (10-16-2018, 21:29 )
25 lat
office menager, copywriter, key account manager, model
192 cm
-

Nawet jeśli rzeczywiście na jego oczach pluli do siebie jadem - dostrzegał w spojrzeniu i zachowaniu Jamesa swego rodzaju... troskę o brata. Nawet jeśli przed chwilą podzielił się w głos swoimi przemyśleniami dotyczącymi uduszenia go poduszką. Swoją drogą - Elliota wydawało się to rozbawić bo kąt warg zadrżał spazmatycznie w czymś co pewnie pierwotnie miało być uśmiechem, ale skończyło się jak zwykle.
Zerknął znów na śpiącego już Charlesa zastanawiając się chwilę nad tym o czym mówił do niego James. Miał rację, na pewno nie będzie łatwo go przekonać. Chociaż... Gdyby to był jego brat - prawdopodobnie sam bym mu urządził odwyk. Zamknąłby chuja w domu na cztery spusty i więził wbrew jego woli aż do uzyskania satysfakcjonujących rezultatów. Szczęśliwie dla Charlesa - był dla niego jedynie sąsiadem. Wiecznie pijanym, nawet dość pociesznym, ale wciąż zaledwie sąsiadem.
- W porządku. - odezwał się wreszcie spojrzawszy znów na Jamesa. Wyglądał na zdecydowanego. - W każdym razie życzę powodzenia, pewnie ci się przyda biorąc pod uwagę w jakim stanie jest apartament. - w głosie pobrzmiewała (trudno powiedzieć czy właściwa dla sytuacji) nuta rozbawienia. Ale jeśli miał być szczery... Odpowiadało mu, że mimo wszystko James zdecydował zająć się wszystkim sam - miał wszak własne obowiązki. Pracę skończył dobre półtorej godziny temu, a wciąż nie dotarł jeszcze do domu. Swoją drogą - powodzenie przyda się Jamesowi również pewnie przy jutrzejszej rozmowie ze skacowanym bratem. Przy odrobinie szczęścia może jednak nikt nikogo nie będzie musiał dusić poduszką.
Rzuciłby mu na odchodne krótkie "jak coś to dzwoń" i wręczył mu w ramach wymiany własny numer telefonu, ale nie było to jakoś w jego stylu. Zdarzało mu się od czasu do czasu udzielić komuś bezinteresownej pomocy ale do miłosiernego samarytanina wciąż było mu bardzo, bardzo daleko. Pożegnał więc Moore'a  lekkim skinieniem głowy, zerknął raz jeszcze, przelotnie na kimającego na kanapie Charlesa, a potem odwrócił się na pięcie i najzwyczajniej w świecie oddelegował. Ot, zniknął za drzwiami apartamentu.

/zt

@James Moore @Charles Moore
Elliot Bjorkman
I'm a little dysfunctional, don't you know? If you push me it might be bad. Get a little emotional, don't you know? You could fool around and make me mad...

Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości