witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie

podstawy
regulamin
pomoc techniczna
grupy
przewodnik po GB
nieobecności
administracja
zajęte wizerunki
wymiana bannerami

wzory
karta postaci
kalendarz
relacje

SMS
Instagram

fabularne
kto popisze?
mapa
książka adresowa




Lake with playground

#181 (29.12.2018, 22:56 )
27 lat
malarz
185 cm
miał być ślub...a został sam

O, to z pewnością! Nikt inny raczej nie pokusiłby się o uświadomienie Jacobsena, że z aktualnym wizerunkiem nadaje się tylko i wyłącznie do jakiegoś beznadziejnego kabaretu lub cyrku. Pomimo tego, że szczerość Jamesa nieco poruszyła chłopaka, to wciąż był mu niezmiernie wdzięczny. Z drugiej strony - jeżeli swoim wyglądem sprawił, że kilka nieznajomych mu twarzy przechodniów rozjaśnił uśmiech, to świetnie! 
W kwestii własnej samodzielności Charlie pozostawał bardzo uparty i wątpliwym jest, że to się zmieni. Owszem, zaliczył pierwszą wpadkę ze swoim niefortunnie dobranym strojem, ale przynajmniej spróbował zrobić coś sam i stał się bogatszy o wiedzę, która przez lata zdążyła mu umknąć. Przypomnienie sobie pewnych codziennych czynności wykonywanych ze sprawnym wzrokiem to i tak pestka w porównaniu do tego, co Jacobsen przechodził siedem lat temu. Wtedy to jako dwudziestoletni chłopak z głową pełną marzeń o karierze malarza, musiał przystosować się do życia w ciemności. Wcale nie było to takie łatwe, mimo że mógł niemal w każdym momencie liczyć na pomoc swoich najbliższych. W tym także i byłego już teraz narzeczonego. Co by nie mówić, ale Nikay naprawdę odegrał bardzo ważną rolę w życiu Charliego i mimo wciąż obecnego żalu za to, co się między nimi stało... Dobrze, że miał wtedy oparcie w swojej drugiej połówce. 
- To prawda. Nie zawsze tak jest w porządku, dorosłym już pewne rzeczy nie przystoją - potwierdził tylko, uśmiechając się delikatnie. Beztroskie zachowanie Elyon i jej zachowanie względem swojego ojca szczerze rozbawiło chłopaka a jednocześnie obudziło w nim delikatną nutę zazdrości. Jak wiele by oddał, aby kiedykolwiek znależć się w podobnej sytuacji! Niestety, w przypadku Charliego posiadanie dzieci może okazać się bardzo kłopotliwą sprawą i jest wysoce prawdopodobne, że pozostanie mu jedynie zabawiać pociechy z najbliższej rodziny czy grona przyjaciół. Dobre i to, skoro posiadał odpowiednie ku temu podejście i duże pokłady cierpliwości, aby odpowiadać na dziesiątki niełatwych pytań, jakie zadają dzieci. 
- Mam nadzieję, że dzięki temu poprawiłem któremuś z tych ludzi humor. Szkoda czasu na smutki - stwierdził z entuzjazmem, tak bardzo charakterystycznym dla Jacobsena. Nawet jeżeli będzie z tą wpadką kojarzony w niedalekiej przyszłości, to jakoś uda mu się z tym poradzić i wyratować uśmiechem. Tak, uśmiech jest w stanie zrobić naprawdę wiele! - nie, przeprowadziłem się tutaj z rodzicami, ponad dziesięć lat temu. Pochodzę z Rotterdamu - od razu podchwycił temat, zwróciwszy się do Eleny i posłał jej przyjazny uśmiech - tak poza tym, to jestem Charlie. Zdaje się, że możemy być w zbliżonym wieku, więc po co tak oficjalnie? - dodał jeszcze na koniec, pokładając wszelkie nadzieje, że nie urazi swoich rozmówców taką bezpośredniością. 

@James Moore @Elena Moore @Elyon Moore
Odpowiedz
#182 (04.01.2019, 02:57 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy po tej krótkiej wymianie słów z Charliem oraz po przywołaniu z odmętów pamięci ich poprzedniego spotkania w parku, to pozytywność, która wydawała się bić od tego człowieka. Epatował pogodą ducha, optymizmem i sporym dystansem do siebie, co udowodnił zarówno podejmując się odpowiadania na różne idiotyczne i w dużym stopniu niestosowne pytania autorstwa Elyon, jak i nie obrażając się na uwagę o dziwacznym ubiorze. Przeciwnie! Jacobsen obrócił w żart sytuację, która niejednego wprowadziłaby w głęboką konsternację i dzięki temu teraz nie stali tu wszyscy w niezręcznej ciszy, nie wiedząc, co powiedzieć, jak wybrnąć i czym prędzej uciec, tylko zaczynali całkiem przyjemną i beztroską rozmowę. Zupełnie jakby żenującego tematu dziwnych ubrań w ogóle nie było. Niewątpliwie podejście Charliego wynikało z jego niepełnosprawności, która stała się przeszłością - ale musiała trwać długo i nauczyć chłopaka śmiania się z własnych niepowodzeń oraz gładkiego wyślizgiwania się z rozmów kłopotliwych. Osoby o takim podejściu do problemów potrafią wywrzeć dobre wrażenie - i tak było z Charliem w oczach Jamesa, który mimo niewątpliwego dystansu do siebie nie potrafił śmiać się ze swoich gaf tak szybko i otwarcie po ich popełnieniu. Cecha godna pozazdroszczenia.
Na uwagę Eleny, że dużo łatwiej musi mu się teraz żyć, poczuł nieprzyjemny dreszczyk na myśl o życiu bez wzroku, najważniejszego ze zmysłów posiadanych przez człowieka. Dla Jamesa życie bez oczu, w tej przerażającej ciemności, bez możliwości zobaczenia twarzy najbliższych, samego siebie, otaczającego świata czy przedmiotów wydawało się piekłem nie do zniesienia i dotykało jednego z największych lęków muzyka. Stracić wzrok... wolałby umrzeć. Podziwiał osoby, które nie widziały od urodzenia, choć te nie znały innego świata - a ci, którzy stracili wzrok po latach? Po słowach Charliego - wspomniał, że po raz pierwszy od siedmiu lat sam wybrał sobie ubrania - wywnioskował, że przez tyle lat musiał żyć bez wzroku. Jak się do tego dostosował? Pogodził się z tym? Jak wytrzymał tyle lat? Dla Jamesa to było godne podziwu, niemniej nie zamierzał poruszać tego tematu. Charlie mógł wyglądać na zdystansowanego, ale nikt, nawet najweselszy człowiek świata nie będzie chciał w rozmowie z niemal obcymi ludźmi poruszać tematu przebytej niepełnosprawności. Dobrze, że Ela zdążyła zmienić temat na zupełnie inny, bardzo neutralny i choć brzmiał jak zestaw standardowo zadawanych nowopoznanym pytań, był przynajmniej bezpieczny.
- Słuszna uwaga. Ktoś nas zdążył nieźle ze sobą zapoznać... prawda? - kończąc spuścił wzrok na Elyon, do której zwrócił się z żartobliwym pytaniem. Tak, to jej zawdzięczali zyskanie nowego znajomego - nawet jeśli stało się to w nieco wstydliwych dla nich okolicznościach. Charlie nie czuł się jej dziecięcą bezpośredniością urażony, ale James wyniósł z tego zdarzenia istotną naukę: należy trochę jeszcze popracować nad zachowaniem córeczki, która czasem bywała zbyt swobodna. Po przelotnym zerknięciu na dziecko ciemne oczy Jamesa ponownie skupiły się na rozmówcy. Dodał, wyciągając ku niemu dłoń, by mógł ją uścisnąć w zapoznawczym geście. - W końcu bycie kumplem Elyon do czegoś zobowiązuje! Jestem James.
Gdy po odciąganiu dziecka od Charliego i niezręcznej chwili, kiedy zwrócili uwagę na jego ubiór, James odzyskał swój pewniejszy i całkiem pogodny ton. Mieli mnóstwo szczęscia, trafiając na wyluzowanego człowieka.

@Charlie Jacobsen @Elena Moore @Elyon Moore


Odpowiedz
#183 (06.01.2019, 21:24 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Elena nie wiedziała, jak to jest być osobą niepełnosprawną, ale potrafiła sobie wyobrazić, ile trudności musi ona pokonywać każdego dnia, by normalnie funkcjonować. Nie widzieć... to było dla niej niepojęte, by być samodzielną bez możliwości kontrolowania otoczenia za pomocą wzroku. Jak miałaby gdzieś pójść, coś złapać, przenieść, ugotować? W jej przypadku zdawało się to być coś nieosiągalnego, a przecież wiele osób niewidomych świetnie sobie radziło, prawda? Odmienna sytuacja zmuszała do dostosowania się lub wzrastania z tym brakiem i po jakiś czasie prawdopodobnie różnice między funkcjonowaniem takiego człowieka, a widzącego nie były takie wielkie. Po prostu każdy radził sobie tak, jak mógł. Niemniej zawsze podziwiała ludzi o tak silnej determinacji, którzy pomimo porażek nadal próbowali przeskoczyć nad swoimi brakami, bo ona, gdyby straciła wzrok lub możliwość poruszania się o własnych siłach chyba by się załamała. Dlatego podziwiała także nowego znajomego, że do tej pory radził sobie świetnie i była przekonana, że skoro poradził sobie po utracie wzroku, to z pewnością teraz nie będzie dla niego problemu z dobieraniem bardziej odpowiedniej garderoby.
Skwitowała uśmiechem uwagę o tym, że dorosłym pewne rzeczy nie przystoją, po czym skupiła na zaczętym temacie. Niewątpliwie Charlie posiadał ogromne pokłady cierpliwości, bo nie każdy był w stanie znieść taką ilość pytań, jakimi Elyon postanowiła zbombardować chłopaka i to jeszcze tych z kategorii kłopotliwych, bo okazało się, że dziewczynka chciała uzyskać od niego bardzo szczegółową wiedzę na temat jego niepełnosprawności i pozbycia się jej. Wiele osób by się obraziło, wkurzyło, poczuło dotkniętych, ale nie on... Zdawało się nawet, że w pewnym sensie mu się to podobało? W każdym razie mu nie przeszkadzało i to było ważne dla nich. Oznaczało to brak pretensji.
Och, więc ich nowy znajomy był Holendrem! Ta informacja była godna zapamiętania i Elena odnotowała w swojej pamięci pochodzenie Chalie'ego.
- Dziesięć lat to bardzo dużo. Pewnie czujesz się tutaj jak w domu - skwitowała, bo tak długi okres przebywania w danym kraju i miejscowości jednak skłaniał do sądzenia, iż traktuje się je jak swój dom. Z pewnością świadomość swojej narodowości i pewne czynniki pozostawały niezmienne, ale jednak tak długi okres zamieszkiwania w innym miejscu niż to, w którym się urodziło sprawiał, że dom można było odnajdować właśnie tam, gdzie aktualnie się przebywało.
Uśmiechnęła się szerzej i zdecydowanie bardziej swobodnie, gdy Holender zaproponował im zmianę oficjalnego tonu. To było dużo przyjemniejsza opcja, bo zawsze oficjalny ton ją krępował na tyle, że nie umiała być do końca sobą w kontaktach z inną osobą. 
- A ja Elena - przedstawiła się wesołym tonem, również podając Charlie'emu dłoń. To było bardzo pozytywne zakończenie tego spotkania i dziecięcej bezpośredniości ich córki. Słusznie James zauważył, że należało położyć w najbliższej przyszłości nacisk na to, by wpłynąć na Elyon i jej podejście do ludzi, bo o ile w tym wypadku nie poniosła negatywnych konsekwencji swojej śmiałości, to w innym mogła się bardzo mocno i dotkliwie naciąć. Woleli jej tego oszczędzić, zdecydowanie.
- To co właściwie sprawiło, że się tutaj przeprowadziliście? - zagadnęła ponownie, może standardowym pytaniem, ale wolała bezpieczne rozpoczęcie rozmowy na temacie dość neutralnym i typowym, gdy ktoś mówił i przeprowadzce z jednego kraju do innego, niż niepotrzebnie wtargnąć w te rewiry, których nowo poznana osoba zupełnie nie chciała poruszać. W końcu nie mieli pojęcia o tym, co mogłoby urazić chłopaka, a co nie, więc najlepiej było chyba na razie pozostać w tej bezpiecznej strefie.

@James Moore @Charlie Jacobsen @Elyon Moore
Odpowiedz
#184 (08.01.2019, 12:56 )
4 lata
mały gnom c:
101 cm
pluszak!

Dziewczynka była zachwycona najpierw spotkaniem z Charliem, którego bardzo polubiła i żałowała, że na jednym spotkaniu w parku się skończyło, ale ucieszyła się też tym, że rodzice zaczęli rozmawiać i zapoznali się z tym miłym panem, który był taki fajny i umiał dużo poważnych spraw ładnie wytłumaczyć! Ale jej zachwyt oczywiście był odwrotnie proporcjonalny do czasu trwania rozmowy rodziców z Charliem, bo... dorośli rozmawiają o nudnych rzeczach! Dopóki Elyon rozmawiała, a w zasadzie dopytywała się dorosłego o sprawy ją fascynujące, rozmowa z dorosłym była bardzo ciekawa, lecz słuchanie gawędzących dorosłych okazało się nużące. Choć dziewczynka na razie stała grzecznie i starała się skupić na rozmowie rodziców z Charliem.
Zaśmiała się z uwagi ojca, że ktoś zdążył ich ze sobą zapoznać, gdy wyraźnie zwrócił się do niej i nawet poczuła się dumna z tego, że dzięki niej rodzice poznali tego miłego pana! Mała rzadko miała okazję uczestniczyć w taki sposób w życiu dorosłych, jak to dziecko, więc było to dla niej coś zupełnie nowego. Czuła się coraz śmielsza w stosunku do obcych i chociaż sama, bez towarzystwa rodziców nigdy by do nieznajomego nie zagadała, to rzeczywiście lepiej, żeby rodzice jeszcze z nią porozmawiali na temat tego, co wypada i kiedy nie należy zaczepiać i zadawać pytań dorosłym obcym, bo w przyszłości mogła się sparzyć na kimś, kto nie będzie miał tyle sympatii do małych dzieci, co Charlie.
Słuchała rozmowy i trochę się rozglądała, trochę wierciła, tracąc powoli zainteresowanie ich rozmową, ale cały czas słuchała, co mówią. Rozpraszała się, lecz była ciekawa i o! Ta ciekawość popłaciła, bo usłyszała nową nazwę! Charlie pochodzi z Rotterdamu? A co to za miejsce? Nazwa zabrzmiała jak nazwy różnych królestw i krain, które dziewczynka znała z bajek!
- Co to jest Rotterdam? - wtrąciła pytanie i popatrzyła po kolei na każdego dorosłego. Najpierw tata, obok, którego stała, później mama, a na koniec Charlie, który musiał wiedzieć to najlepiej, skoro stamtąd pochodził. Ale ciekawy człowiek! Pochodził z jakiegoś królestwa z czarodziejkami?
Te dziecięce skojarzenia...

@Charlie Jacobsen @Elena Moore @James Moore
Odpowiedz
#185 (15.01.2019, 13:59 )
27 lat
malarz
185 cm
miał być ślub...a został sam

Rzeczywiście, takie historie nie zdarzają się na co dzień, jednak Charlie absolutnie nie miał zamiaru szczycić się swoim dystansem wobec własnych słabości. Pewnych rzeczy musiał się po prostu nauczyć i przystosować do sytuacji, w jakiej się znalazł. Uważał to za zdolność, którą każdy człowiek może wypracować przy odrobinie wysiłku, jednak nie zawsze było to takie proste i oczywiste, jak się teraz wydawało - wszak Jacobsen przeszedł poważne załamanie nerwowe, które poskutkowało długą terapią na oddziale zamkniętym. Pobyt w tym przykrym miejscu był naprawdę mocną lekcją dla chłopaka, o której prawdopodobnie nigdy nie zapomni. Przynajmniej raz a porządnie wybito mu z głowy krzywdzenie siebie czy myśli samobójcze. 
Dla młodego, aspirującego malarza wieść o rozwijającej się chorobie, która skutkowała całkowitą utratą wzroku była jak wyrok. Będąc już w trakcie leczenia dowiedział się o niewidomych artystach, nawet takich, którzy urodzili się bez zdolności widzenia a mimo to tworzyli własne dzieła. To go bardzo podbudowało, bo skoro ci wszyscy ludzie potrafili tworzyć sztukę i spełniać swoje marzenia, to dlaczego jemu miałoby nie wyjść? Ostatecznie, nie chciał rozwodzić się zbytnio nad tym tematem, ponieważ wciąż nie był dla Jacobsena niczym przyjemnym. Może i nauczył się podchodzić do wszystkiego z odpowiednim dystansem i żyć szczęśliwie pomimo wielu przeciwności losu, jednak opowiadanie świeżo poznanym osobom całej historii swojego życia nie leżało w naturze Holendra. Co innego jeśli chodzi o Elyon - nie miał serca zbywać dziewczynki zdawkowymi odpowiedziami, bo zdawał sobie sprawę, że dziecięca ciekawość jest rzeczą absolutnie naturalną. Dlatego też udzielał w swoich wypowiedziach nieco więcej szczegółów, żeby jego mała koleżanka mogła poznać coś, co jest dla niej zupełnie nowe. 
- Zdecydowanie! Bardzo polubiłem to miejsce. Na początku trudno było się przyzwyczaić, ale tak, czuję się tutaj prawie jak w domu - odpowiedział z uśmiechem. Czasem zdarzało mu się tęsknić za rodzinnymi stronami, jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby w wakacje wybrać się do Rotterdamu. Nie wydaje się również, aby ktoś miał zamordować czy zamknąć w odosobnieniu Jacobsenów, kiedy będą obchodzili tutaj swoje narodowe święta. Początkowo spotkało się to wyłącznie z dziwnymi spojrzeniami sąsiadów, zupełnie tak jak dziś, kiedy Charlie wybrał się do miasta w takim ekstrawaganckim stroju. Z czasem nikt już nie przykładał wagi do dziwaków ubranych na pomarańczowo i śpiewających coś w języku który brzmiał jak upiorny, harczący miks angielskiego i niemieckiego.
- Bardzo miło mi was poznać - stwierdził, co oczywiście było absolutnie zgodne z prawdą i uścisnął im dłonie, nie przestając się przy tym uśmiechać - firma zaproponowała mojemu ojcu zagraniczny kontrakt na bardzo dobrych warunkach, ale nie chciał zostawiać mnie i mamy samych, więc podjęliśmy decyzję, że wyjedziemy wspólnie. Było ciężko, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? - wyjaśnił, przed oczami mając obraz kilkunastoletniego siebie, który tupał nogami, krzycząc po holendersku, że nigdzie się stąd nie rusza, a rodzice jak chcą, to niech sobie jadą. Zdecydowanie nie było łatwo, ale Charlie nie żałował wyjazdu. Wtedy usłyszał dziecięcy głosik należący do jego małej koleżanki i zaśmiał się cicho - to takie miasto, w którym się urodziłem i mieszkałem z moimi rodzicami, jak byłem mały - odpowiedział wesoło.  

@James Moore @Elena Moore @Elyon Moore
Odpowiedz
#186 (20.01.2019, 00:40 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Każdy na różny sposób przeżywa załamanie, różnie reaguje na kłopoty, stratę czy wypadek, ale istotne było to, czy koniec końców się z tym uporał i mógł cieszyć się życiem, co niewątpliwie udało się Charlie'emu. Elena wiedziała aż za dobrze, co oznaczała chęć skończenia ze sobą i choć była to daleka przeszłość, dziewczyna wciąż pamiętała, co wtedy czuła. Nie chciała do tego wracać, bo były to bardzo mroczne chwile w jej życiu, ale potrafiła zrozumieć Jacobsena i jego przeżycia. Nie do końca oczywiście, bo utrata wzroku ją przerażała, ale jednak stan załamania rozumiała doskonale. Teraz jednak wszystkie te złe wydarzenia odeszły w niepamięć i chłopak mógł się cieszyć normalnym życiem z całkowicie zdrowymi oczami, mógł podziwiać świat dookoła, widzieć ludzi, z którymi rozmawiał i podjąć z pewnością o wiele więcej aktywności niż dotychczas.
Ona sama nie wyobrażała sobie rysować czy robić rzeczy, które wymagały precyzji bez wzroku. W jej choćby przypadku brak wzroku jeszcze nie byłby wyrokiem, bo jeździć mogła i bez patrzenia na drogę, jedynie potrzebowałaby wskazówek kiedy i jak mocno skręcić, ale poza tym nie byłoby to dla niej przeszkodą, choć niewątpliwie wyłączyłoby ją z samodzielnych treningów, terenów czy szkolenia konia, bo bez wzroku pod tym względem nie dałoby się obejść niepełnosprawności.
Rozumiała, że Charlie wcale nie chciał dzielić się takimi szczegółami z osobami obcymi, bo czy należało od razu mówić o sobie wszystkiego i to jeszcze osobom, z którymi miał styczność drugi raz w życiu? To nie było rozsądne, zresztą ona ceniła sobie bardzo prywatność ze zrozumiałych względów, dlatego nie miała w zwyczaju dopytywać.
Uśmiechnęła się i pokiwała twierdząco głową, gdy usłyszała o jego stosunku do Yellowlair. Większość osób, które postanowiły tu przyjechać, znajdowały tu swoje miejsce na zawsze. Było to tak przyjazne miejsce, pełne młodych ludzi, że trudno było się w nim nie odnaleźć. A tęsknota za miejscem urodzenia była normalna i oczywista, bo tam się wszystko przecież zaczęło, wiązało się z masą wspomnień, znajomych i miejsc, które się lubiło, ale właśnie - zawsze można było tam pojechać, tego nikt nie mógł nikomu odebrać.
- Nam również jest bardzo miło - odparła za siebie i Jamesa bo uznała to za stosowne, skoro on tego nie uczynił. I nie było to tylko z grzeczności, bo naprawdę Ela się z tej znajomości cieszyła. Elyon poznała na szczęście normalnego człowieka, taki był na pierwszy rzut oka, cierpliwego i naprawdę miłego, więc taka znajomość była bardzo korzystna. Dzieci nie miały wielu możliwości do nawiązywania kontaktów z dorosłymi bez udziału rodziców, a w tym wypadku akurat mogło to wyjść tylko i wyłącznie na plus ich małej córce, na przykład śmiałością w przyszłości z nawiązywaniem kontaktu z ludźmi w spożywczym, na poczcie czy gdziekolwiek indziej, bo już miała doświadczenie w zakresie podejścia do nieznajomej osoby. Nie było jeszcze idealnie, ale było!
- Zdecydowanie nie ma tego złego, teraz możesz liczyć na lawinę pytań swojej nowej znajomej, która potrafi nimi strzelać jak z karabinu maszynowego - zaśmiała się pogodnie, czując już dużo większy luz w tej sytuacji i żartując z okoliczności ich zapoznania. Słysząc pytanie dziewczynki znów się uśmiechnęła, szerzej i dodała - To tak jak na przykład Bone i Yellowlair Oats. Byłaś ze mną u dziadków. Tam się urodziłam, ale tutaj mieszkam i Charlie podobnie.
Przywykła do tłumaczenia szczegółowo dziecku tego, co ją ciekawiło, a ponieważ mogła się spodziewać kolejnego pytania wolała od razu dopowiedzieć, by mała mogła szybciej i lepiej zrozumieć. 

@James Moore @Elyon Moore @Charlie Jacobsen
Odpowiedz
#187 (14.02.2019, 18:02 )
4 lata
mały gnom c:
101 cm
pluszak!

Dziewczyna z ciekawością chłonęła każde słowo, które w tym momencie padało z ust dorosłych i starała się wyłapać jak najwięcej rzeczy, o których wcześniej nie słyszała albo nie wiedziała... jak każde czteroletnie dziecko poznawała świat coraz lepiej, wiedziała coraz więcej i chciała wiedzieć jeszcze więcej, dużo więcej! Uczestniczenie w rozmowie dorosłych, nawet jako bierny słuchacz, za każdym razem przynosiło jakieś nowości, o które dziewczynka później wypytywała rodziców, więc stanie tu u boku mamy i taty wyjątkowo jej pasowało. Można zaryzykować i powiedzieć, że bardziej od bujania się na huśtawce, które było jej pierwotnym zamierzeniem. Mogła sobie słuchać, co dorośli mają do powiedzenia, nie być posądzona o podsłuchiwanie, a ile ciekawych rzeczy mogła się dowiedzieć! Na przykład, ze istnieje takie miasto o nazwie Rotterdam (ta nazwa bardzo przypadła jej do gustu!) i jest jednym z miejsc na świecie, jak miasto, w ktorym mieszkali i wioska, w której była z mamą u dziadków. To dla dziecka bardzo poważna wiedza!
- Tak, pamiętam! Tam było dużo koników! - powiedziała entuzjastycznie po przypomnieniu sobie wyjazdu do Bone, o którym przypomniała jej mama. Była małym dzieckiem, więc sporo starych zdarzeń zacierało się w jej główce, ale to dobrze pamiętała, bo ranczo dziadków bardzo przypadło jej do gustu. Było tam dużo różnych zwierzaków, miejsca do zabawy i mogła popatrzeć sobie na wielkie i piękne konie. Teraz właściwie też mogła, jeśli akurat Elena zabrała ją ze sobą do swojego konia, ale to nie było to samo. Tu był jeden, a tam dużo! Choć ten też był fajny! Ale dziewczynka nie zapomniała, że mowa była nie o Bone, a o miejscowości, z której pochodził Charlie, więc zwróciła ku niemu swoją uśmiechniętą twarzyczkę i dodała. - To miasto się ładnie nazwa! Jak z bajki? Jak tam jest?
Oczywiście nazwa skojarzyła jej się majestatycznie, więc dziewczynka od razu zaczęła sobie wyobrażać miejsce jak z bajki, w którym pewnie są takie pałace, jakie znała z bajek, albo z ulicy, na której mieszkali z rodzicami. I może były tam księżniczki władnych sukienkach! I bajkowy klimat! Dziecięce skojarzenia bywają bardzo osobliwe, ale czegóż innego spodziewać się po czterolatce?

@Elena Moore @James Moore @Charlie Jacobsen
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości